Głupia moda na fejsbuku: Za 1000 komentarzy dostaniesz w dziób

Od początku stycznia w social media można zaobserwować modę, która przypomina rozsyłanie łańcuszków. Mianowicie do firm wysyłane są masowo wiadomości, w których pada, że przykładowo za uzyskanie 1000 lajków i 100 komentarzy pod screenem rozmowy nadawca wiadomości chce otrzymać coś od firmy. O co w tym wszystkim chodzi?

Nie będę się tutaj rozwlekała na temat tego, że co chwilę na Facebooku wybuchają nowe mody, w tym na enigmatyczne lub dziwne statusy, których znaczenie znają nieliczni. Dobra, da się to jakoś przeżyć. Obecnie jednak aż zgrzytam zębami, gdy widzę kolejny post w rodzaju: „Witam! Jeżeli uzbieram 10k likeów i 1k komentarzy pod screenem tej rozmowy to Wasza restauracja da mi 3 pizze za darmo. To dobra forma reklamy dla Was. Podejmujecie wyzwanie? 😀” – każda wiadomość w tym samym stylu, z emotkami, mówiąca, że to doskonała reklama i jeszcze na koniec rzucona jest rękawica.

Skąd się wzięła ta dziwna moda

Za pierwszy taki przypadek, wręcz ogniwo, uznaje się sytuację z Olą Kot, prezenterką telewizyjną, znaną m.in. z Eski, która w październiku 2016 na Instagramie dostała pytanie od jednego fana, czy wybierze się z nim na studniówkę. Ta zabawnie odpisała, że spoko, ale pod warunkiem, że zdobędzie 20 tysięcy polubień posta. No i zdobył, a Ola już nie miała wyboru i 28 stycznia 2017 będzie się bawić z Damianem, swoim fanem. Na Oli Instagramie widać, że sama się doskonale bawi, ponieważ zamieszcza na przykład sukienki na studniówkę, pytając, którą wybrać, zatem temat tej studniówki jest wciąż aktualny.

Gdzie jest ogniwo

Nie ukrywajmy, osoby, które wysyłają takie informacje do firm, to osoby młode, określane jako „gimbaza”. Jeden raz doszło do sytuacji, gdzie taka akcja się powiodła, ktoś dostał coś zupełnie za darmo i już mamy wysyp dzieciaków, które wierzą, że też im to się uda. Wiadomo, wiek może 10-16 lat, młodzież niezarabiająca, spędzająca mnóstwo czasu w mediach społecznościowych i niezwykle łakoma na akcje, kiedy do zdobycia jest coś za friko.

Są fejsbukowe grupy, gdzie ta siła napędowa jest gromadzona, typu Polish Squad czy inne. To właśnie tam dzieciaki napędzają się na siebie, udostępniają posty do podbijania (gdy firma podejmie wyzwanie), a że jedna taka grupa ma 250 tysięcy fanów, to wiadomo, że o te lajki i komentarze nie jest trudno.

Jak firmy reagują na modę

I tu dochodzimy do sedna. Bo okej, dzieciaki mogą sobie pisać, firmy mogą ignorować, ale mamy tu do czynienia właściwie z dwoma sytuacjami:

  • dzieciaki udostępniające i podbijające post zamieszczony na swoim prywatnym profilu
  • firmy poddające się modzie i zamieszczające własne posty na swoim fanpage’u

Reakcje firm są rozmaite, obecnie są skrajnie negatywne, sprowadzające się nawet do wysyłania wulgaryzmów w odpowiedzi na takie wiadomości. Nic dziwnego, jedna wielka firma otrzymuje takich wiadomości nawet setkę dziennie, mniejsza firma nawet dwadzieścia. Wyobraź sobie teraz sytuację, że na każdą taką wiadomość musisz odpowiedzieć, a każda jest taka sama. Aż przekleństwa cisną się na usta, prawda? Na szczęście Facebook umożliwia ustawienie automatycznych odpowiedzi i wiele firm właśnie z tego korzysta, ustawiając komunikaty w rodzaju, że nie podejmują wyzwań i ogólnie do widzenia, cześć, bez pozdrowień.

Obserwując pojawiające się zrzuty ekranu na Facebooku takich wiadomości, można na szybko określić, że każdy chce coś na tej modzie ugrać, a sposoby są różne:

  • firma spławia taką osobę (kulturalnie bądź nie, kreatywnie bądź nie)
  • firma podejmuje rękawicę bez stawiania innych warunków
  • firma podejmuje rękawicę, ale stawia dodatkowe warunki
  • i najważniejsze: firma chce wykorzystać modę i sama takie posty zamieszcza, np. organizuje konkursy

Czy jest to reklama dla firm?

Pamiętać trzeba przede wszystkim o tym, że te lajki i komentarze nie są gromadzone na profilu firmy, ale na zewnątrz – na profilu nadawcy wiadomości lub w wydarzeniach, bo to właśnie tam docelowo ma trafić screen z rozmowy, akcja więc nie przekłada się na polubienia i reakcje w obrębie fanpage’a.

Na początku, przy świeżości całej tej mody, oczywiście można było zyskać wizerunkowo i zabłysnąć w social media. Obecnie jest tego taki przesyt, że nawet osoby postronne i zagorzali fani danych marek mają zwyczajnie dość. Nawet te osoby, które sporadycznie korzystają z Facebooka, otwarcie mówią, że ciągle pojawiające się posty tego typu są po prostu nużące i denerwujące jednocześnie – z takimi opiniami spotykam się na grupach i w dyskusjach, w których również biorę udział. Korzystający z social media, niezależnie czy są to osoby z branży, czy zwykli Kowalscy, są po prostu tą zabawą już zmęczeni.

Zaobserwowałam również, że przy kolejnym na ten temat, nawet śmiesznym poście fani deklarują unsuba, czyli cofają swoje polubienie, bo na przykład fanpage wcześniej trzymał ich zdaniem określony poziom, a teraz poddaje się dziecinnej zabawie, co jest sprzeczne z wcześniejszą komunikacją marki.

Firmy jednak chcą być trendi i włączają się do gry – organizują własne konkursy i wtedy każdy ma szansę wygrać coś zupełnie za darmo (wystarczą lajki i komentarze) albo też zamieszczają śmieszne statusy, gdzie za lajki i komentarze dają w zamian po prostu… pozdrowienia.

Czy to się opłaca? Jeśli chodzi o zasięgi PR-owe, to uważam, że na tę chwilę nie ma żadnych korzyści, po prostu format się przejadł. Już nawet na marketingowych grupach jest ban za udostępnienie takiej wiadomości – wszyscy mają po prostu całej tej mody dość. Firma oczywiście może taki status u siebie zamieścić, działać na własnym polu, by trochę rozkręcić własnych fanów, ale media marketingowe tego nie podchwycą lub nie wyłapią, nie nagrodzą dobrym słowem, nie wskażą jako dobry przykład real time marketingu, bo po prostu jest tego za dużo.

Czy jest to rzeczywiście dobra reklama, tak jak to pisze nadawca wiadomości? Broń Boże, nie. Żadna. Lajki i komentarze są puste, tj. nabijane przez przypadkowe osoby, nie ma to realnego przełożenia na to, że ktoś kiedyś w przyszłości kupi produkt danej firmy; ta firma nawet nie zostanie zapamiętania! Tu chodzi wyłącznie o masowe generowanie spontanicznych lajków, są to tzw. żebrolajki, a one nigdy nie mają przełożenia na promocję czy reklamę, bo nie docierają do potencjalnych klientów, tylko są po prostu elementem zabawy w social media.

Zabawne odpowiedzi firm

Zrozumiałe jest, że reakcją na głupią modę jest heheszkowanie, czyli rzucanie błyskotliwych i żartobliwych odpowiedzi. Firmy z tego korzystają i potem taki screen wiadomości wrzucają na swój fanpage, pokazując, że nie chcą grać w taką grę, albo ustalają własne zasady gry, jak zrobiła to jedna świętokrzyska pizza:

Wiadomo, że po takiej odpowiedzi nadawca nie podejmie rękawicy, a firma nie doczeka się odpowiedzi.

Dobrym przykładem rzeczowej odpowiedzi jest ta zamieszczona przez studio tatuażu:

Jak już pisałam wcześniej – jeśli firma wcześniej prowadziła dyskurs z fanami z rodzaju tych niepoważnych, wręcz luzackich, może pozwolić sobie na zabawny post nawiązujący do tej mody – fani po prostu się nie zniechęcą, ale musi na to pozwalać komunikacja marki.

wedel facebook

źródło: E. Wedel

Kto na tym korzysta

Spotkałam się z wypowiedzią, że to kolejny rodzaj spamu, gdzie wiadomości wysyłane są losowo przez automaty; że nie do wiary, żeby aż tyle wiadomości i postów na fejsbuku było o tym samym, i żeby firmy w ogóle chciały dawać cokolwiek za darmo. I że w ogóle komuś chce się w to bawić.

Rozróżnijmy dwie kwestie.

Pierwsza sprawa, dzieciak wysyła wiadomość i firma podejmuje wyzwanie. Zakładaną liczbę lajków i komentarzy pod screenem rozmowy na profilu wysyłającego wiadomość można uzyskać bardzo łatwo – już wspominałam, że dzieciaki siedzą na tajnych fejsbukowych grupach lub popularnych wydarzeniach (np. Sylwester z Andrzeją Dudą) i same się napędzają, nie wspominając o osobach nieuświadomionych, które biorą udział w grze, uważając ją po prostu za świetną zabawę. Może nawet dojść do sytuacji, kiedy marka od razu zaoferuje produkty bez wchodzenia w grę, ale wynik jest ten sam – korzyść jest po stronie nadawcy wiadomości.

Druga sprawa, firma chce wykorzystać modę, wtedy zamieszcza posty nawiązujące do tej mody, które mają zachęcić fanów do dawania polubień i zostawiania komentarzy. Mogą zdecydować się na konkurs, gdzie do wygrania są fanty; mogą wybrać po prostu śmieszny status i fanom posłać tylko buziaka za zaangażowanie. Najwięcej, moim zdaniem, firma uzyska stawiając na konkurs. Oczywiście zdania mogą być podzielone, bo konkursy to też przecież napędzanie lajków, ale zawsze lepiej dać komuś coś za darmo, stawiając jasne zasady i traktując swoich fanów równo, każdemu dając szansę wygranej i najważniejsze – rozkręcać przy tym fanpage.

toby legowska

źródło: Toby Legowiska

Korzyść charytatywna

Wiadomości tego typu jest multum na Facebooku, aż ma się pewne nieprzystające damie odruchy, gdy widzi się kolejny screen, kolejną odpowiedź firmy, kolejny post wykorzystujący modę, kolejne udostępnienie, bo żebractwo o lajki trwa w najlepsze. Nic dziwnego więc, że warto wydobywać perełki, których zadaniem jest działalność charytatywna, czyli piszący wiadomości nie chce niczego dla siebie, ale chce np. przeznaczyć 100 kg karmy dla schroniska lub uzbierać pieniądze na operację ciężko chorej osoby.

Dobrą akcją jest akcja youtubera Gimpera, który za każde 10 tysięcy lajków pod wideo przeznacza 500 zł na ratowanie nóżek małego Filipka:

Innym szczytnym celem jest oddanie wyżebranego (sorry, wygranego) obiadu osobie bezdomnej. Autor wiadomości w wydarzeniu „Sylwester z Andrzejem Dudą” napisał (pisownia oryginalna): „Jeżeli uda sie spełnić wymagania na każdy obiad bede zabierał ze soba osobe potrzebująca/bezdomna i oddam jej swoj talerz. Mysle ze popularność tego posta warto wykorzystać w odpowiedni sposob i pomoc komuś kto tego potrzebuje”.

A poniżej przykład, kiedy dobre chęci wysyłającego wiadomość spotykają się z rzetelną odpowiedzią firmy, która jasno sygnalizuje, że nie potrzebuje takich akcji, bo codziennie wspiera charytatywnie, a dodatkowo ukazuje bezsens takiej zabawy, gdy nadawca nie jest w stanie sam podjąć stawianego wyzwania:

Reakcja internetu

I tutaj Internet nie zawodzi. Mamy obecnie wysyp memów, które jednoznacznie wskazują, że Internet (a raczej jego część) ma zwyczajnie dość całej akcji. Co krok widzę nowe memy, w których cała ta akcja nazywana jest zwykłym żebractwem. Dochodzą do tego również komentarze, że młodzi ludzie są rozpieszczani przez firmy i marki, bo dostają coś za darmo i niestety teraz będzie już coraz gorzej, bo social media są sensem życia młodego Kowalskiego, a firmy też już się pogubiły w tej „soszjalnej” walce o klienta, zapominając, że nie każdy fan jest przecież (potencjalnym) klientem.

jak zebrac o pieniadze

źródło: Besty.pl

Co ja o tym sądzę

Wpis ten powstał zupełnie spontanicznie po tym, jak zdałam sobie sprawę, że wielu moich znajomych nie orientuje się, o co tutaj w ogóle chodzi, jak skwitowałam akcję na swoim Facebooku. Od razu padło założenie, że „pewnie chodzi o kasę”. Nie, nie chodzi o kasę – chodzi o głupią zabawę, nikt na tym nie korzysta finansowo (chyba że akcje charytatywne), nie są to typowe spamy, które publikują coś bez naszej wiedzy i w naszym imieniu. Za wszystkim stoją dzieciaczki. Nie są tworzone żadne spam-farmy (czyli fałszywe fanpage), spamerskie aplikacje, które wysyłają same wiadomości. To moda, a jak każda moda, wkrótce przeminie. To bardziej rodzaj głupiego łańcuszka niż spamu z kasą w tle. Nikt za tym nie stoi, prócz głupiej młodzieży, która liczy, że dostanie coś za darmo.

Co o tym myślę, przebija się przez cały ten wpis. Mam po prostu dość tej męczącej mody, mimo że sama nie odbieram takich wiadomości, ale widzę, co dzieje się na Facebooku – ile tego wyrosło, zarówno ze strony marek, jak i osób prywatnych. Obcuję też z tematem na co dzień, a to za sprawą grup, fanpage’y, czy rozmów ze znajomymi.

Czekam aż ta moda przeminie. I naprawdę nie mogę się doczekać.

jesli-pod-tym-postem-zamknij-morde

 

* źródło głównej grafiki do artykułu: Sklep Rowerowy Activa (FB)

  • Widzę, że załapaliśmy się na główny screen tytułowy. Pozdrower z Rudy Śląskiej 😉

    • Również pozdrawiam Sklep Rowerowy Activa 😉 PS Jesteście podlinkowani jako źródło grafiki – link na dole wpisu (próbowałam dodać pod samą grafiką, ale się nie da/nie działa/nie umiem) 🙂

  • Tak szczerze to ja dowiedziałem się o tym zjawisku z tego artykułu. Wygląda na dobrze skumulowane informacje na ten temat 🙂 Przykłady żebrolajkstwa wywoływały uśmiech na mojej twarzy 🙂

    • Po napisaniu tego artykułu doszło nowe zjawisko – fejki, czyli spreparowane zrzuty ekranu, w których to firmy ukazują się jako takie cool i skłonne do zabawy czy żartów. Na szczęście od dwóch dni cisza, więc może poszły po rozum do głowy, bo naprawdę szybko można wyniuchać, że coś jest sztucznie wygenerowane (chodzi o język i podejście firmy). A! No i pishing, czyli wyłudzanie danych – niby firma podejmuje wyzwanie, ale jako warunek daje linka do swojego landing page, gdzie podaje się dane, jak imię i nazwisko, telefon czy e-mail. Potem okazuje się, że nawet ten fanpage jest oszustwem i podszywa się pod znaną markę, jak sytuacja z np. „Trivago” i „trivago”. Jak widać, ta zabawa zatacza już szersze kręgi i przez to patrzę na nią jeszcze bardziej niechętnie. 🙂

  • Kamil

    Jest jeszcze jeden aspekt – Facebook śledzi naszą aktywność, więc im więcej klikamy „polubień” (nie przejdzie mi przez klawiaturę „lajk” jak mam polski odpowiednik), tym więcej dostajemy potem beznadziejnych propozycji stron czy postów.