Kursor na Marketing – wrażenia po konferencji

kursor na marketing

10 maja 2016 odbyła się 3. edycja konferencji „Kursor na Marketing”. Tym razem edycja zagościła do Krakowa, wcześniej odbywała się w Katowicach. Spotkanie kręciło się wokół tematu marketingu na Facebooku. Jak odebrałam całe spotkanie? Wszystko zaczęło się… dziwnie i negatywnie.

Opowiem wszystko tak, jak opowiadałam to po konferencji znajomym na piwie. Będzie więc trochę sytuacyjnie i opisowo, ale chcę, żebyś zrozumiał moje odczucia w tamtym momencie. Poczuj się więc, jakbyś był ze mną na piwie; możesz sobie właśnie w tym momencie je otworzyć, a ja ci trochę poopowiadam o moich perypetiach związanych z konferencją, na której przed chwilą byłam.

Zaczęło się od lokalizacji

Na stronie www była podana informacja „Bussines Link Kraków, Mogilska 65, Kraków”. W mojej głowie jakoś tak narodziła się myśl, że Business Link to pewnie nazwa biurowca, skoro tak dumnie zostało to oznaczone na stronie. Niestety nie.

Stałam jak jakaś bździągwa na skrzyżowaniu przy budynku oznaczonym „M65”, zastanawiając się, czy to już to miejsce, czy mam szukać dalej. Odpaliłam swojego smartfona i pierwsze rozdrażnienie, bo żeby dotrzeć do lokalizacji, musiałam przeskrolować całą stronę, a jak już żmudnie dotarłam do informacji, to przecież tam i tak więcej szczegółów nie było – ani mapki, ani rozwinięcia. Od razu więc zrewidowałam swój pogląd co do nazwy biurowca – szczególnie, że ten pod którym stałam, miał dupny napis „Meduza”, stwierdziłam zatem, że pewnie Business Link to nazwa firmy w tym biurowcu. Podeszłam pod zgapkę – jest! Podeszłam do drzwi, szukając jakiegoś oznaczenia, że jest tu konferencja – nie ma. No dobra, to wlazłam. Na korytarzu pustki, zero informacji, zero banerów.

kursor na marketing

Wychodzisz z windy i widzisz to…

Ale była recepcja. Podeszłam więc i zapytałam z uśmiechem, czy w tym biurowcu odbywa się konferencja „Kursor na marketing”. Pan smętnie zaprzeczył głową. Gdy już robiłam obrót na pięcie, wzdychając ciężko, ten mnie zatrzymał i zapytał: „A to te fejsbuki? Jak tak, to tu!”. Potwierdziłam więc, że to „te fejsbuki” i zostałam skierowana na 4. piętro.

Wlazłam do windy i później z niej wylazłam. I poczułam się jak Vincent z „Pulp Fiction”, który na dodatek dostał zawrotów głowy i epilepsji jednocześnie. Na ścianie naprzeciwko windy była jakaś zmaza graficzna w postaci kółeczek i haseł przewodnich, które rozmazały mi się przed oczami, gdy poszukiwałam jakieś wzmianki o konferencji. Nie znalazłam. Wtedy zwątpiłam… No, ale skoro już dotarłam aż tam, to ciągnęłam sprawę dalej. Zobaczyłam strzałeczkę na recepcję. Poszłam tam.

Na lewo widoczny open space z biurkami i pracownikami. W recepcji wesołe chichotanie i zero kartki czy czegokolwiek, co wskazywałoby, że trafiłam w dobre miejsce. Same banery firmy, ale baneru czy potykacza Kursoru niet. Zapytałam pana przede mną, czy tu odbywa się konferencja – potwierdził, zapytał o nazwisko, coś tam w komputerze zaznaczył i skierował mnie do salki.

kursor na marketing

Oznaczenie na drzwiach

Nieśmiało stanęłam w drzwiach salki. Pięć osób. A była godzina 9.00, czyli godzina rozpoczęcia konferencji. Rozejrzałam się i zadałam pytanie: „Przepraszam, czy tu jest konferencja?”. Odpowiedziało mi cykanie świerszczy (teraz słyszysz to charakterystyczne cykanie z bajek i filmów, kiedy zapada taka wymowna cisza). Jedna głowa w końcu przekręciła się w moją stronę i powiedziała, że tak, to tutaj. Można siadać, zajmować miejsca i brać notatniki. To wzięłam notatnik i siadłam na jednym z 30 wolnych krzeseł.

Potem była obserwacja

Już nie będę rozpisywała się na temat liczby uczestników, bo ostatecznie było nas 30 osób wraz z organizatorami, więc salka się zapełniła. Powiem ci teraz o obserwacji.

To my byliśmy obserwowani z zewnątrz.

Salka konferencyjna mieściła się w siedzibie firmy. Było to typowe akwarium. Zaraz obok była kuchnia i siłą rzeczy można było oglądać wędrówkę ludu czy podglądać pracę pracowników w pokojach obok. Niektórzy nieskrępowanie podchodzili z kubkiem kawy w ręce i patrzyli, co to się w tej salce odprawia.

Nie powiem, było to trochę rozpraszające, chociaż miło było się rozproszyć, jak korytarzem przeszło kilku samców alfa. Miałam to nieszczęście, że siedziałam przy szklanej ściance i często zezowałam okiem, patrząc na tych, co patrzyli na nas.

Na szczęście szybko się o tej szklanej przegrodzie zapomniało, jednak na pewno lepszą kameralność i klimat imprezy zapewniłyby normalne ściany albo chociaż zasłonięte okna. Rozumiem, że warunki nie pozwalały na zasłonięcie, bo nie zauważyłam żadnych rolet czy czegokolwiek, i z tego, co wiem, to sporo warsztatów się tam odbywa w takich warunkach, zaznaczam tylko swoją uwagę. W sumie powinnam podziękować, że na chwilę mogłam na nowo zasmakować w biurowym klimacie, od którego uciekłam, przechodząc na freelancing.

Merytoryczna część

Co do samych prezentacji, nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Było to, co organizatorzy obiecali, czyli mowa wyłącznie o trendach, praktyczne wskazówki, ciekawostki, liczby i konkretne przykłady. Jest to niewątpliwie zasługa doświadczonych prelegentów, którzy bazowali na swojej praktyce i doświadczeniu.

Tematy konferencji:

  • „Start komunikacji: tworzenie strategii i harmonogramu działań”
  • „Targetowanie – pokaż się potencjalnym klientom i sprzedawaj online”
  • „Kreacja graficzna a efektywność reklam”
  • „Zarządzanie reklamami – Ads Menager i Power Editor”
  • „Integracja Facebooka ze stroną internetową i Piksel konwersji”
  • „Metody płatności na Facebooku. Obsługa menadżera firm”
  • „Content marketing – sztuka dobrego copywritingu w postach”
  • „Video marketing – zwiększ zasięgi za darmo”
  • „Dodatkowe narzędzia dla marketera”
  • „Case study – przykłady idealnie prowadzonych fanpagów”

Katarzyna Wojciechowska (OFFON Agency) zaczęła konferencję od prezentacji z podkreśleniem, że każde działanie na Facebooku wymaga wyznaczenia strategii i harmonogramu. Że trzeba poznać swoich odbiorców i wiedzieć, do kogo chce się trafić. I przede wszystkim, jaki mamy cel biznesowy do osiągnięcia. Każda strategia komunikacyjna powinna powstawać w oparciu o target (zdefiniowaną grupę odbiorców).

Takim dość luźnym tematem było pokazanie dobrze prowadzonych fanpage’y i tych źle prowadzonych. Temat zaprezentował Paweł Badura (Komart Agencja Reklamowa). Lubię ogólnie prezentacje bazujące na przykładach z podwórka, jeszcze poparte liczbami i doświadczeniem prelegenta, zatem w tej prezentacji było wszystko, co miało być: konkretne przykłady (mniejsze i większe marki), do tego dobry kontakt z uczestnikami.

Praktyczne zastosowanie Power Editora i Ads Managera wraz z prezentacją zastosowania Canvy w kontekście tworzenia kreacji graficznych pokazała Agnieszka Wojciechowska (Obiektywna), która przekazała wiedzę w sposób skondensowany i rzeczowy; pokazując, że prowadzenie Facebooka to nie praca od-do i nie polega na wrzucaniu kotków. Zaprezentowała na żywo, jak tworzy się reklamę na Facebooku, ustawia budżet i na co trzeba uważać, żeby nie przepłacić (pomyłki w ustawieniach kampanii).

Było również o content marketingu. Łukasz Drywa (Go Comms) dał wskazówki, jak tworzyć atrakcyjne i angażujące treści oraz dorzucił kilka narzędzi, z których warto korzystać (np. PostPlanner, Powtoon). Przedstawił kilka przykładów zastosowań dynamicznych czasowników czy obrazowych przymiotników. Nie zabrakło również antywzorów, czyli czego należy unikać przy copywritingu (np. strony biernej, papug w rodzaju „fundamentalna podstawa”).

O wideo w kampaniach marketingowych mówił Mateusz Kowalczyk (OFFON Agency). Tutaj przedstawił największą globalną akcję, jakim było Ice Bucket Challenge wraz z efektami tych działań (jeśli dobrze pamiętam, to akcja zgromadziła ponad 220 mln dolców). Było oczywiście o Kia challenge. Zabrakło trochę przykładów z lokalnego podwórka, ale i tak prezentacja konkretna i poparta przykładami, a przede wszystkim wskazująca potencjał wideo marketingu i Virtual Reality.

Zgubił się jeden prelegent

Dziwne było to, że na stronie Kursora mamy 6 prelegentów, a wystąpiło tylko 5. Dziwne jeszcze bardziej, że ten zgubiony szósty prelegent to osoba z ramienia organizatora (właściwie sam organizator, bo nawet w nazwie firmy organizującej tę imprezę odnajdziemy tę osobę), która była ciągle z nami na sali, a jednak nie wystąpiła. No, przywitała gości, więc można odhaczyć, że jednak jakaś prelekcja była.

Był też catering!

Tak, tylko dla niego tam poszłam!… Bez jaj. Część, która w ogóle nigdy mnie nie interesuje na imprezach, ale wiem, że nagminnie organizatorzy są pytani o poczęstunek. Napiszę tyle, że była kawa, herbata, woda; dużo ciastek typu drożdżówki i inne takie, do tego jabłka i banany. Była nawet pizza! Sama z pizzy nie skorzystałam (jak pizza, to musi być piwo, a go nie było…), ale sądząc po minach degustatorów, pizza smakowała.

Rady dla organizatorów

Lokalizacja

Naprawdę, Drodzy Organizatorzy, nic nie stracicie na tym, jak dokładniej oznaczycie lokalizację. Bo GPS może Mogilską 65 znajdzie, ale osoba, która podchodzi do kwestii lokalizacyjnych trochę oldschoolowo (patrzenie na numery budynków i wypatrywanie nazw) raczej będzie miała problem z dotarciem. Wystarczyło uzupełnić informację: Biurowiec Meduza, Business Link 4 piętro. Inni tak zaznaczają (patrz np. „Tworzenie biznesu w oparciu o service design thinking” – organizatorzy idealnie oznaczyli miejscówkę).

Nie wspominając, że to był już ten czas, kiedy lokalizacja na stronie konferencji powinna być na pierwszym miejscu. Zawsze data i lokalizacja na górze, na dole ewentualnie mapka dojazdu. Nie wymuszajcie na uczestnikach wertowania strony w poszukiwaniu dwuliniowego zapisu, który ginie przy tych wszystkich kolorowych elementach na Waszej stronie.

Wiem, pewnie zarzucicie, że trzeba było się trochę poorientować w temacie, ale nie po to macie stronę www czy fanpage, żeby jeszcze wysyłać mnie na inne strony w poszukiwaniu, gdzie ja to właściwie mam iść. Tyle się mówi się o usability, o użyteczności serwisów, Wasz nie był użyteczny nic a nic w tym temacie.

Oznaczenie miejsca spotkania

Rozumiem, że zarządca budynku może nie wyrażać zgody na wystawianie jakiś roll-upów, potykaczy czy wieszania kartek, ale w momencie, kiedy znajduję się na piętrze, gdzie ma być konferencja, miło byłoby zostać dobrze pokierowanym i upewnionym, że trafiło się w dobre miejsce. Na szybko wywieszone kartki z literówką „Kursor na merketing” – jedne na drzwiach przy recepcji, a drugie pod strzałką wskazującą na recepcję (tę drugą kartkę zobaczyłam dopiero w przerwie, jak stanęłam przy niej) to zdecydowanie za mało.

Wydarzenie na Facebooku

Nie wiem, czemu tutaj zrezygnowaliście z robienia wydarzenia na Facebooku, pewnie mieliście w tym jakiś cel. Moją pierwszą myślą, było to, że może wstydziliście się pokazać, że będzie tak mało uczestników. Ba! Może baliście się, że nikt się nie zapisze. A brakowało mi jednego miejsca z konkretami o wydarzeniu, bo żeby dowiedzieć się czegokolwiek, musiałam wchodzić na Waszą stronę www czy szperać na fanpage’u. Może taki był Wasz cel. Tylko ja też chciałam wiedzieć, czy spotkam na konferencji swoich znajomych, z którymi jako tako kontaktu na co dzień nie mam, miło byłoby oznaczyć się na tej samej imprezie. Nie wspominając, że Kalendarz Facebooka to mój jedyny przypominacz o spotkaniach, prócz mojej głowy, a ona czasem jednak zawodzi. Nie wspominając, że spotkanie było o Facebooku, a tu potencjał FB Wydarzenia nie został wykorzystany.

Mogę sobie gdybać, dlaczego wydarzenia nie było. Jeśli się obawialiście małej liczby uczestników, to zawsze możecie obrócić to na atut, że spotkanie jest kameralne i przez to ma potencjał warsztatowy – lepszy networking, lepsza komunikacja z prelegentami (bo tak jest w rzeczywistości!). Inni wielcy konferencyjni gracze nie boją się wydarzeń z 10 uczestnikami.

Oznaczajcie prelegentów!

Nie wspomnę o tym jednym zaginionym, który nie wystąpił (he, he), ale oznaczajcie pod tematami prelegentów. Jedyną informacją, kto co poprowadzi, pojawiała się na fanpage’u. A sami dobrze wiecie, że fanpage ma ograniczony zasięg! No jasne, mogłam sama ciągle wchodzić i wertować, ale nie o to chodzi. Macie stronę www, to podawajcie tam wszelkie istotne kwestie.

I podawajcie prelegentów, którzy naprawdę wystąpią. Dla organizatorów, żeby swoje mordki na stronie też mieli, możecie stworzyć osobny dział.

Ogólna ocena konferencji

Mimo tych zapewne „drobnych” potknięć, całkowicie skupiam się na części merytorycznej. Nie ocenię ciastek, bo ich nie jadłam; nie ocenię pizzy, bo jej też nie jadłam. Poszłam tam dla wiedzy i ją jadłam.

Konferencja ugruntowała moją wiedzę i jak mogłam kiedyś myśleć, że „wiem, że nic nie wiem”, tak teraz myślę „wiem, że wszystko wiem”. Konkrety pojawiające się podczas spotkania były cenne zarówno dla osób początkujących, jak i dla tych, co już wiedzę mają, ale szukają nowych rozwiązań czy chcą się upewnić właśnie w tej posiadanej wiedzy. Duży plus za małe grono, dzięki czemu te relacje między prelegentami a uczestnikami mogły w ogóle jakiekolwiek być, a i spotkanie przybierało dzięki temu charakter warsztatów.

Było dobrze. Następnym razem niech już będzie bardzo dobrze i dopieszczone pod każdym względem. I wywieście jakieś drogowskazy na miejsce spotkania już bez literówki.

kursor na marketing Katarzyna Wojciechowska

Katarzyna Wojciechowska (OFFON Agency)

kursor na marketing Paweł Badura

Paweł Badura (Komart Agencja Reklamowa)

kursor na marketing Agnieszka Wyszyńska

Agnieszka Wyszyńska (Obiektywna)

kursor na marketing Łukasz Drywa

Łukasz Drywa (Go Comms)

kursor na marketing Mateusz Kowalczyk

Mateusz Kowalczyk (OFFON Agency)