10 darmowych narzędzi copywritera, które musisz znać

narzedzia copywritera

Pokrótce przedstawię aż dziesięć narzędzi, z których sama na co dzień korzystam, a które ułatwiają mi pracę nad blogiem, stroną www czy Facebookiem. Skupię się na tych darmowych, łatwo dostępnych oraz prostych w obsłudze. Wydaje mi się, że każdy, kto startuje w świecie Internetu, powinien te narzędzia znać, niezależnie, czy jest content managerem, copywriterem, social ninją czy po prostu blogerem.

Poniższa lista zawiera popularne i bezpłatne narzędzia dostępne w Internecie. Oczywiście, zawsze możesz skorzystać z płatnych, ale darmowe narzędzia nie oznaczają od razu totalnej amatorszczyzny – wszystko zależy przecież od Twoich umiejętności, a nie tylko od możliwości narzędzia.

Większość z nich pomaga przede wszystkim w pracy copywritera – dzięki nim upewnisz się, że tworzysz atrakcyjne treści, których nie stworzył nikt przed Tobą. Znajdziesz więc narzędzie do sprawdzania tekstów czy wykrywające plagiaty. Do tego narzędzie graficzne, które wręcz wypada znać, ponieważ czasem samo pisanie tekstów to za mało i trzeba swoje treści wzbogacić o ciekawe grafiki czy ilustracje.

Darmowe narzędzia mają wprawdzie ograniczenia, bardziej rozbudowane opcje zarezerwowane są dla użytkowników premium (płatny abonament), ale i tak z ich pomocą Twoja codzienna praca przy blogu czy fanpage będzie dzięki nim po prostu przyjemniejsza.

Canva

Wprawdzie potrafię obsługiwać GIMP-a, Inkscape’a czy Painta (w Paincie jestem „miszczyniom”!), ale Canva pozwala mi stworzyć grafikę w kilka sekund. Na początku wybierasz format, czyli np. post Facebook czy planszę do prezentacji, a potem możesz wybierać i przebierać w elementach dostępnych z poziomu lewego menu. Wszystko działa na zasadzie „przeciągnij i upuść” – Canva jest więc mega intuicyjna w obsłudze nawet dla mniej zaawansowanych użytkowników, nie dziwi więc, że jest to najczęściej polecane narzędzie graficzne on-line.

Co przygotujesz z pomocą Canvy:
– ładne grafiki do postów
– grafikę do wpisu na bloga
– proste infografiki
– tła do wydarzenia na Facebooku
– nagłówek i stopkę do maila
– zaproszenia
– prezentacje
… i wiele, wiele więcej.

Pixabay i Flickr

W Canvie możesz wybierać pośród darmowych grafik i zdjęć, ale może się okazać, że potrzebujesz czegoś zupełnie innego, a niekoniecznie będziesz chciał płacić dolara za zdjęcie premium. Z pomocą przyjdzie Ci Pixabay, czyli baza darmowych zdjęć. Jakbym miała określić skalę popularności Pixabay, określiłabym, że jest w ch… cholewkę popularny. I zasługuje na to – baza jest naprawdę rozbudowana. Wystarczy wpisać słowo kluczowe i zaraz otrzymujesz wyniki z dopasowanymi zdjęciami, które dodatkowo możesz filtrować po orientacji, formacie, rodzaju, kolorystyce itd.

Czemu z takiej bazy warto korzystać? Ponieważ zdjęcia są tam udostępniane na licencji CC0, dzięki czemu możesz je dowolnie modyfikować i dystrybuować, nie martwiąc się o prawa autorskie.

Jako alternatywę wykorzystuję serwis Flickr ze zdjęciami na licencji public domain, baza tu jest jednak uboższa, co nie zmienia faktu, że nie ma tam atrakcyjnych ujęć.

Gifmaker i Giphy

Dynamiczne obrazki bardziej angażują od statycznych, nie wspominając, że często zawierają zabawne momenty i humoreski, przez co zwiększają zasięgi, gdy wykorzystasz gifa w swoim poście na Facebooku. Do tworzenia GIF-ów używałam kiedyś GIMP-a, ale odkryłam narzędzie Gifmaker. Ładujesz tam po kolei zdjęcia, jakie chcesz wykorzystać na gifa, ustalasz prędkość i rozmiar. Fakt, musisz przygotować sobie wcześniej poklatkowe zdjęcia (np. jak chcesz gifa z filmu, to najpierw musisz go pociąć na osobne grafiki), ale i tak jest to o wiele wygodniejsze niż w GIMP.

Facebook nie odtwarza gifów wrzuconych bezpośrednio do posta, ale z pomocą przychodzi Giphy. Wystarczy, że załadujesz tam swojego gifa, z opcji zaawansowanych skopiujesz linka i przekleisz do swojego posta. I gotowe. Dodam, że samo Giphy to baza świetnych animowanych obrazków, zatem jak nie masz pomysłu na swoją animację, skorzystaj z dobrodziejstwa tego serwisu.

Language Tool

Narzędzie, z którego korzystam sporadycznie, ale myślę, że każdy bloger czy ogólnie osoba pisząca powinna znać. Często jest tak, że piszesz jakiś tekst i mimo wielu poprawek wciąż nie jesteś pewien, czy nie ma tam powtórzeń, literówek czy błędów. Wystarczy wtedy odpalić Language Tool, wkleić tekst, a otrzymasz wynik z zaznaczonymi błędami czy potknięciami językowymi. Na dole jest dostępna legenda, dzięki czemu będziesz dokładnie wiedział, co dane wyróżnienie oznacza. Wprawdzie nie jest to zaawansowane narzędzie, ale na pewno bardzo pomocne, bo czujne oko korektora czasem zawodzi (wiem to po sobie).

Ciekawym narzędziem jest też Zecerka, która poprawia tekst za Ciebie. Wklejasz, ustawiasz funkcje (co ma zostać poprawione czy sformatowane) i otrzymujesz poprawiony tekst gotowy do wstawienia na bloga czy gdzie tam piszesz. Narzędzie usuwa m.in. spacje przy znakach interpunkcyjnych (prawdziwa zmora!), polskie znaki (jakby ktoś potrzebował), przenosi spójniki i przyimki do kolejnego wiersza. Warto przetestować.

Wordcounter

Wordcounter to narzędzie, które poznałam, gdy mój OpenOffice.org się zbuntował i teksty tworzyłam w Notatniku, a na szybko potrzebowałam podliczyć wyrazy i znaki do kampanii reklamowej. Wkleja się tekst w pole tekstowe i zaraz uzyskuje się nie tylko liczbę znaków, wyrazów i paragrafów, ale także oszacowany czas czytania danego tekstu czy mówienia na głos. Jeszcze jest gęstość słów kluczowych, co może być przydatne przy SEO, ale też przy zwykłej stylistyce.

Copyscape i Plagiarism checker

Zastanawiasz się, czy ktoś nie skopiował Twoich tekstów? Oczywiście możesz wybiórcze fragmenty tekstu wrzucać w Google i porównywać wyniki (powinna się pojawić wówczas Twoja witryna lub strony, na których dany tekst opublikowałeś), ale szybsze będzie na pewno skorzystanie z Copyscape, wykrywacza plagiatów. Wklejasz tylko swojego linka do artykułu i otrzymujesz zaraz listę serwisów, gdzie dany tekst się pojawił.

Jeśli chcesz zadziałać w drugą stronę, to jest sprawdzić, czy sam czasem nie popełniłeś plagiatu, z pomocą przyjdzie Plagiarism Checker. Wklejasz tekst, wpisujesz kod zabezpieczający i zaraz widzisz, czy Twój tekst aby za bardzo nie przypomina innego z Sieci.

PDF Compress

Narzędzie, z którego korzystam, gdy mam do wysłania jakiegoś PDF-a. Zawsze, ale to zawsze, najpierw sprawdzam jego rozmiar, potem jeszcze kompresuję poprzez Compress PDF – tak na wszelki wypadek. To niesamowite, ale większe pliki można „odchudzić” nawet trzykrotnie bez rażącej straty jakości, np. kosztem umieszczonych w pliku zdjęć czy obrazków. Przydatne, kiedy wysyłasz prezentacje i oferty poprzez maila lub wrzucasz pliki na swój serwer (e-booki, regulaminy konkursów czy inne publikacje).

 

Powyższa lista zawiera darmowe narzędzia copywritera, z których sama korzystam. Jest ich oczywiście więcej. Wypisałam tutaj te, o które sama najczęściej jestem pytana, a które naprawdę pomagają tym mniej lub bardziej doświadczonym osobom rozpoczynającym swoją przygodę z pisaniem bloga czy z prowadzeniem fanpage’a.

A Ty? Masz jakieś narzędzia, z których codziennie używasz i nie wyobrażasz sobie pracy bez nich? Podziel się w komentarzu!

  • Ogromnie Ci dziękuję za ten wpis, wiele nowych rzeczy się nauczyłam. Do tej pory moim Language Tool był mój mąż, chętnie zwolnię go z tej funkcji i zastosuje proponowane narzędzie.
    Niestety dziś nastałī takie czasy, że bloger od blogera małpuje nie tylko zdjęcia, ale i tekst. Warto sobie prześwietlić, czy aby ktoś za bardzo się nie rozpędził z tym kopiowaniem.

    • Ja sprawdzałam kiedyś tylko w Google, czy ktoś mnie nie splagiatował, ale odkąd poznałam narzędzie Copyscape (zarekomendowane przez innego copywritera) tak sprawdzanie od czasu do czasu, czy ktoś na mój tekst się nie połasił, jest na porządku dziennym 🙂

  • Ja co prawda copywriterem nie jestem, ale chętnie skorzystam z Twoich porad – szczególnie spodobał mi się PDF Compress. Szykuję się do kontynuacji tematów związanych z moim ebookiem i materiały będą głównie w PDF, więc przyda się bardzo! A Pixabay to jedno z głównych źródeł moich zdjęć na blogu – sama nie lubię ich robić, więc ten bank jest bardzo przydatny.

    • Cieszę się, że artykuł jest dla Ciebie przydatny 🙂 Korzystasz z jakiegoś narzędzia do tworzenia e-booków?

      • Nie 😉 stworzyłam go najprostszym sposobem, czyli eksportując do PDF teksty napisane w Wordzie. Tak było mi po prostu najwygodniej 🙂

  • Joanna Ekert

    Bardzo przydatny wpis. Niektóre narzędzia już wykorzystuję i faktycznie są rewelacyjne. Szczególnie canva jest przydatna – robi cuda!

    • Robi, robi 🙂 Jedyne, co mnie czasem denerwuje, to lagi, tj. przestaje nagle działać lub nie ładuje zdjęć. Ale i tak jest sporym ułatwieniem dla wszystkich, którzy tworzą content na fanpage czy gdziekolwiek – prosto, intuicyjnie, ładnie 😉 O to chodzi.

  • Proszę 🙂 Co do Language Tool, ja korzystam tylko tak na koniec. Dotąd ufałam swoim oczom i nadal ufam, jednak dla pewności jeszcze tekst tam wrzucam. Żadne narzędzie nie jest w stanie zastąpić wprawnego oka korektora 😉

  • Language tool nie znałam, a wygląda naprawdę przydatnie – czasem człowiek nie wyłapuje już własnych błędów, a tak chociaż niektóre można wyłapać 🙂

  • Problem z Unsplash jest taki, że tam się przez długi czas nijak nie dało filtrować zdjęć pod słowo kluczowe. Jeśli więc potrzebny jest obraz krajobrazu albo biurka z akcesoriami, to dawał radę, inaczej niekoniecznie. Widzę jednak, że aktualnie trochę się zmieniło, więc może wrócę do korzystania z unsplash, bo niewątpliwą zaletą jest jakość zdjęć tam zamieszczanych 🙂

  • Świetny post, bardzo przydatny. Nie wszystkie narzędzia znałam, przetestuje te, które mi się potrzebne, z pewnością wniosą coś nowego do mojego blogowania 🙂 Pozdrawiam!

  • Muszę Cię zmartwić: polecany przez Ciebie Language Tool jest do niczego. Wpisz chociażby zdanie „W tym sklepie alkoholu nie prowadzimy” i zobacz, czy wykryje błąd. Albo ” W powietrzu czuć było coś złego”. Albo „Oto krem dla cery wrażliwej”. Takie błędy językowe wychwyci tylko korektor. Dobry korektor, ma się rozumieć.

    • Marku, nigdzie nie napisałam, że Lanuage Tool zastępuje korektora i że jest idealny. Sama otwarcie piszę o to, że jest to dla mnie tylko „wspomaganie” – wrzucam tam tekst już po korekcie, by upewnić się, że nie ma literówek i innych podstawowych błędów. Jest to tylko podgląd, a nie narzędzie, które ma zastąpić ludzkie oko.

      Żadne narzędzie nie jest idealne, szczególnie jeśli chodzi o błędy językowe. Człowiek korektor również – nawet nie zliczę, ile razy sama muszę sięgać po słowniki czy do poradni językowej. Każde takie narzędzie on-line należy więc traktować jako pomoc, a nie wyrocznię. A patrząc na to, jakie teksty codziennie mnie witają na blogach czy fanpage’ach, dobrze byłoby, aby co niektórzy jednak do Language Tool zajrzeli, bo ich teksty są zwyczajnie… niechlujne. A to już Language Tool wyłapie.

      • No tak, ale napisałaś „Wprawdzie nie jest to zaawansowane narzędzie, ale na pewno bardzo
        pomocne, bo czujne oko korektora czasem zawodzi (wiem to po sobie)”. Ktoś mógłby z tego wyciągnąć mylny wniosek, że człowiek-korektor jest zawodny, a narzędzie na stronie WWW nie.

        Oczywiście, blogerzy powinni korzystać PRZYNAJMNIEJ z tego narzędzia. Najlepiej by jednak było, gdy powierzali swoje teksty fachowcom.

        Z korektorskim pozdrowieniem,

        MT

        • Widzisz, napisałam, że „czasem zawodzi” na podstawie swojego doświadczenia, z czego nie wynika – przynajmniej w mojej opinii – że korektor jest zawodny, tylko że bardziej mu też trafiają się potknięcia. Plus jasno napisane, że nie jest to zaawansowane narzędzie, więc nie powinno dziwić, że Twoich przykładów błędów nie wyłapał; podstawy już wyłapie. Jeśli można się upewnić, że nie machnęło się literówki, zapomniało o przecinku czy zrobiło się za dużo powtórzeń danego słowa – korzystajmy! 🙂

          Miłego piątku.

    • Marcin

      A tak z ciekawości… co jest nie tak z tymi przykładami? Rozumiem, że „alkoholu nie sprzedajemy” i „krem do (?) cery wrażliwej”, ale nie wiem, co jest nie tak z „powietrzem”.

      • Jeśli zajrzysz do Słownika poprawnej polszczyzny, to przekonasz się, że w powietrzu może wisieć coś złego, natomiast nic w nim nie czuć.

        • Marcin

          Próbowałem z pomocą Google, które zwykle odsyła mnie do internetowych słowników, ale tym razem nie pomogło. Dziękuję za odpowiedź 🙂

        • Marek, czyli w powietrzu nie można czuć wiosny, wolności? 🙂 To już licentia poetica? Co powiesz, że jednak coraz częściej czuje się coś w powietrzu? Może to być smog lub coś metafizycznego?

          Pytam, ponieważ słownik notuje jednak „czuć w powietrzu” i podaje nawet przykład: „A latem dziewięćdziesiątego dziewiątego w Rosji przyzwolenie na nową wojnę czuło się w powietrzu coraz wyraźniej.” (źródło: NKJP: Wojciech Jagielski: Wieże z kamienia, 2004)

          PS Wiem, że chemicznie powietrze jest bezbarwne, bezzapachowe, bez smaku, ale tutaj użycie nie odnosi się do chemii, tylko powietrza, które nas otacza. Podobny problem na grupie redaktorskiej był z wodą – chemicznie jest bez smaku i bez zapachu, a jednak mówimy woda słona, woda słodka, bo to już nie czyste H2O.

          • Myślę, że czym innym jest „w powietrzu czuć wiosnę”, a czym innym „w powietrzu czuje się wiosnę”. To drugie jest wyraźnie nieosobową formą jak najbardziej prawidłowego „czujemy”.

            A co do NKJP – czy gdzieś jest powiedziane, że korpus zawiera tylko przykłady poprawne? Oczywiście nie.

          • Dziękuję za lekcję. Jeszcze tę wiedzę skonfrontuję z innymi słownikami i poradnią, aby już mieć tu 100% pewność. 🙂

          • W międzyczasie wpadłem jeszcze na pewną różnicę znaczeniową. Pozwól, że objaśnię ją przykładem niekoniecznie apetycznym, ale wyrazistym:

            W powietrzu czuć coś niedobrego, gdy wychodzę z WC po nieco dłuższym pobycie.
            W powietrzu wisi coś niedobrego, skoro żona po powrocie z pracy nie odezwała się ani słowem.

          • To rozróżnienie jak najbardziej do mnie trafia. 🙂

  • Dzięki, dzięki, dzięki za Wordcounter!

    • Ależ proszę bardzo! 🙂 Sądzę, że narzędzie bardzo się przyda. Ja wciąż korzystam, bo już tak mi wszedł w krew 😉

  • Joanna Kołpak

    Przydatne informacje, choć niektórych jeszcze nie ogarniam 😉

  • O! Bardzo ci dziękuję za ten wpis. Jestem początkującym blogerem i brak mi wiedzy o wielu rzeczach. A te słowa SEO…magia…

    • Wszystkiego idzie się nauczyć 🙂 SEO copywriting nie jest żadną magią – jak ktoś ma intuicję, to w tym świecie się odnajdzie 🙂 Polecam Ci również inne artykuły na moim blogu, staram się wyjaśniać tak, żeby właśnie początkujący pisarze zrozumieli, jak ten świat SEO działa 🙂

      • Zdecydowanie muszę się zagłębić w temat 🙂

  • Malena_Ma

    Fantastyczny zbiór narzędzi, większości nie znałam.

    • … a to jeszcze nie wszystkie narzędzia 😉 W przygotowaniu jest część druga – mam nadzieję, że równie przydatna 🙂

  • Tego mi było trzeba ! Wordcounter to brzmi genialnie !

  • Fabich Beata

    Rewelacyjny wpis, dziękuję.

  • Jest na liście. 😉