Nastoletnie miłostki

Trochę się przeraziłam… Chciałam zamieścić jakiś heheszkowy wpis ze starego pamiętnika, być jak Ola Radomiak chociaż na sekundę, a tu mnie po prostu sparaliżowało.

Sięgnęłam po pamiętnik z czasów, gdy miałam 12 lat. Wiecie, co przewija się na kartkach? Znęcanie się nad pewnym chłopakiem, ale wiecie, takie mocne – z rozkoszą opisywałam, że na przykład kopałam go w krocze, waliłam jego głową o ścianę i podobne. Znęcałam się prawie codziennie, nie ma w sumie chyba innych sytuacji opisanych, jak już to coś w rodzaju: „Dzisiaj była nuda”.

Najpodlejsze jednak jest to, że on sam takie sytuacje prowokował, bo się we mnie podkochiwał i chciał zwrócić na siebie moją uwagę. Jak prowokował? Na przykład rozklejał po szkole karteczki, że się puszczam. A ja go lałam, bo chciałam zaimponować temu drugiemu. Czaicie? Lałam Krzyśka, który się we mnie podkochiwał od przedszkola (!), bo ja się podkochiwałam w Łukaszu i chciałam mu zaimponować (pisałam to wprost, bo specjalnie zaczynałam bić, jak Łukasz pojawiał się w zasięgu wzroku). I najgorsze jest to, że dawało to jakieś tam efekty (zauważał mnie!), ale Łukasz i tak wybrał moją siostrę. He, he. Kurwa, telenowela brazylijska ze scenami walki w tle. Bollywood, psia mać.

Cieszy mnie tylko to, że rok po takich wpisach zamieściłam jeden, jasno mówiący, że byłam pojebana (tak, trzynastolatka napisała, że jest pojebana) i że już więcej do takiej sytuacji nie dopuszczę. I nie dopuściłam. Rola się odwróciła – stałam się tą, która stawała w obronie słabszych, z oprawcy zamieniłam się w obrońcę.

Krzysiek, przepraszam.
Łukasz, spierdalaj.