List do Copywritera za Złotówkę

copywriting

Szanowny Copywriterze Za Złotówkę,

chciałabym Ci podziękować. Podziękować przede wszystkim za to, że istniejesz. Że istniejesz i pewny siebie penetrujesz rynek, ciągle powtarzając sobie, że przecież się uczysz, a fajnie się uczyć na klientach, więc niech dadzą „zinka”, a Ty na tym tylko skorzystasz – będziesz miał klientów i pole do nauki. A może jednak masz inne podejście? Może rzucasz złotówką na zachętę, byleby mieć jakichkolwiek klientów? Może już dawno przestałeś wierzyć w siebie i dlatego się nie cenisz? Nie wnikam.

Dziękuję Ci za to, że przygarniasz sobie klientów, którzy szybko na Tobie się poznają i rozumieją, że jakość jednak często idzie w parze z ceną. Klienci na początku sądzą, że złotówka za tekst to dobra albo i tak za wysoka cena, bo przecież każdy grosz to dla nich koszt i nie mogą puścić firmy z torbami. A przecież ten cały copywriting nie może być taki drogi, he, he, przecież to tylko sklecenie kilku zdań, he, he. Każdy to może robić!

Wszystko to absolutnie rozumiem. Rozumiem podejście klientów, rozumiem Twoją sytuację.

Chcę Ci podziękować za to, że istniejesz. Za to, że dzięki Tobie klienci uczą się, że warto jednak za ten cały content marketing jednak więcej zapłacić. Że doświadczony copywriter, który ma wyrzeźbić tekst powodujący opad szczęki czy po prostu zainteresować czytelnika, nie zażyczy sobie złotówki. Za wyrobiony warsztat odpowiednio się płaci. Że dla profesjonalnego twórcy tekstów jest to praca, która ma przynosić zarobek, ale praca, w którą też wkłada całe serce i dopieszcza każde słowo wychodzące spod jego palców.

Dziękuję Ci. Dzięki Tobie już trzeci klient zaledwie w ciągu miesiąca wpadł pod moje skrzydła, prosząc o pogotowie tekstowe. Złorzecząc na Twoją kiepską jakość, niewywiązywanie się z terminów, zamykanie się w określonej ilości znaków, na Twój brak kreatywności i pomysłu na teksty. Na Twoje mechaniczne odtwarzanie słów, teksty bez polotu i na Twoje ewidentne niedbalstwo. Nawet czasem błędy ortograficzne popełniasz. Ups.

Muszę Ci podziękować i poprosić o jedno: nie przestawaj! Dzięki Tobie tacy jak ja, czyli copywriterzy z doświadczeniem, z odpowiednią wiedzą, stale podnoszący swoje kwalifikacje, mają co robić. A znacznie lepiej klient jednak uczy się na błędach! Mnie nie wysłucha – zawsze będzie podejrzewać, że chcę ceną ugrać jak najwięcej. Po kontakcie z Tobą jednak zaczyna mnie szanować i rozumieć ciężką pracę copywritera.

Dzięki Tobie mam pracę, za którą często liczę sobie dodatkową stawkę, bo przecież to już ratowanie tonącego, a nie standardowa procedura.

Cieszę się, że tym błędem, na którym klient się uczy, jesteś właśnie Ty.

Dziękuję Ci.

 

Celina

  • HenrykTur

    Hah! Celne i ironia jak lubię. + dla autorki (a taka za złotówkę to byłaby „ałtorka” 😉 )

  • Wspaniałe podsumowanie na temat „copywriterów”, którzy pomagają nam się rozwijać, a sami nie doceniają swojej pracy i kreatywności. Zdarzyło mi się współpracować z kilkoma takimi osobami i czasami dziwiłem się, że mylą precle z artykułami eksperckimi 🙂 Szacunek do siebie i swojej pracy to podstawa!

    • I wprawna ręka. Niestety widzę, że copywriting stał się popularny, a przez to zabierają się za niego osoby, które nie mają solidnych podstaw. Każdy jakoś zaczynał, to się rozumie, ale jeśli ktoś popełnia podstawowe błędy w tekstach, dobrym copy nie będzie.

      PS Do mnie znowu trafił klient po „pogotowie tekstowe”, bo poprzedni copywriter skopał robotę 🙂

      • Poprawki to coraz częściej spotykana sytuacja. Czasami są one o wiele trudniejsze, niż tworzenie tekstu od podstaw. To sprawia, że czasami proponuje klientom stworzenie tekstu od nowa, niż dokonanie poprawki.

        • Dzisiaj właśnie pracuję nad tekstem, który tworzę od nowa, bo copywriter się nie popisał. Ale trafiają się klienci, którzy jednak chcą, aby pierwotny tekst zachować (nie wnikam o powody), tylko go wygładzić. Wtedy się męczę, ale dogaduję się na większą stawkę, argumentując właśnie większym nakładem pracy („Paaaanie, z tej masy gipsowej, to ja panu posągu Dawida nie wyrzeźbię” ;-)).

          Rozwala mnie to, jak klienci chcą zaoszczędzić złotówkę, a potem lamentują na jakość i często potem muszą dopłacać, bo jednak się ostro przejechali na swoim „januszostwie”.