Trafiona konferencja, czyli Traffic Day

traffic day konferencja krakow

Nie jestem może demonem prędkości, bo wrażenia po krakowskiej edycji konferencji Traffic Day spisuję dopiero po czterech dniach, ale przynajmniej zyskujesz pewność, że przemyślałam to, co chcę napisać i nie będzie tu żadnego emocjonalnego wywodu spisanego pod wpływem chwili.

W sumie… nawet, jakbym spisała wrażenia zaraz po, to emocji i tak byś nie uświadczył. Dlaczego? Ponieważ do organizacji i samej konferencji nie ma o co się przyczepić.

Może jedynie lokalizacja. Nie wiem czemu większość organizatorów konferencji w Polsce wychodzi z założenia, że wystarczy napisać adres i człowiek sam trafi do celu. Bo przecież Stadion Cracovii jest taki mały i ma tylko 8 wejść (zgaduję). Na szczęście w folderze „Spam” szybko znalazłam informację, że „wejście na salę konferencyjną jest od strony parkingu. Należy kierować się do przejścia w czarnych kratach, następnie schodami lub windą.” Wszystko spoko, tylko czarne kraty zajmowały aż jeden bok stadionu i człowiek stając obok parkingu nie wiedział, czy ma korzystać z otwartego wejścia numer B, czy może poszukać jakiejś szafy, przez którą przeszedłby do konferencyjnej Narnii… Nawet informacja o parkingu za wiele mi nie pomogła, bo przecież stałam od strony parkingu, gdy okazało się, że trzeba wejść przez parking. Ja chyba komunikaty biorę jednak zbyt dosłownie… Prawdą jednak jest, że zupełnie inaczej pokierowałabym człowieka, pisząc mu, że ma wejść przez parking VIP. I już. Wszystko jasne. Mi pomógł pan cieciu… znaczy parkingowy, bo jednak zamiast stać i dumać, wybrałam pomoc czynnika ludzkiego.

Aha, kolejny argument, że trzeba było wprost napisać, żeby kierować się na parking VIP, był fakt, że pan parkingowy miał listę, odhaczał nazwisko i mówił dalej, jak iść. Na szczęście, jak już stanęłam przy jego budce, to i przylepione kartki-drogowskazy na konferencję zauważyłam. Nic, że wcześniej stadion okrążyłam – wejście na konferencje było dokładnie w punkcie zero, czyli w miejscu, od którego zaczęłam moją przygodę z poszukiwaniem zagubionej krainy.

konferencja traffic trends

Kawa z widokiem na stadion

I chyba tylko tyle mogę się doczepić.

A, jednak nie. Na sali konferencyjnej było duszno i śmierdziało grzybem i wilgocią. Cieszyłam się, że przerwy są średnio co półtorej godziny, bo mogłam wyjść na taras z widokiem na murawę i zaczerpnąć świeżego powietrza. Czułam się oblepiona tą wilgotną duchotą. Wprawdzie, podkręcana była klimatyzacja, ale i tak w nosie coś tak nieprzyjemnie drapało.

Skoro już doczepianie się jest za mną, czas ocenić inne punkty.

Jako pierwsze… catering, bo przecież to on świadczy o sukcesie wydarzenia. Tutaj każdy znalazłby coś dla siebie. Niewymownie cieszyłam się, że nie szprycują nas ciastkami i pizzą, tylko można było przebierać w owocach (winogrona, truskawki i inne takie) i w minikanapeczkach (np. z pesto, z pomidorem etc.). Ciastka i soki też były. Dodam, że organizator zapewniał obiad, co ucieszyło wiele osób, sądząc po tym, że potraktowali posiłek jako all inclusive i niektórzy tyle na talerz ładowali, że zabrakło posiłku dla trzech osób. Podobno był zapas… No, ale ludzie też byli głodni. Na szczęście coś tam szybko kucharze dołożyli, więc te trzy osoby nie wyszły głodne.

konferencja celownik

Z SMS-a do chłopaka

Jeśli chodzi o część merytoryczną, to wystawiam ocenę bardzo dobrą. Wszystko dzięki zróżnicowaniu tematów oraz formie podania. Każda prezentacja trwała średnio 20 minut. Prelegentów było wprawdzie trzech, ale każdy miał inny blok tematyczny i naprawdę, ale to naprawdę, można było przekonać się, że znają się na tym, co mówią. Padały same konkrety, nie było jakiś sprzedażowych treści czy treści przedstawionych w sposób naiwny czy zbyt nerdowski. Ja tam wszystko zrozumiałam i właściwie nie mogę napisać, że się nudziłam.

Poruszana tematyka krążyła między innymi wokół zarządzania społecznością na Facebooku czy Instagramie, remarketingu, targetowania, analizy i optymalizacji stron www. Jestem osobą na bieżąco z trendami w nowoczesnych mediach, więc mogę zapewnić, że nie karmiono mnie zdezaktualizowanymi informacjami – wszystkie tematy bazowały wyłącznie na tym, co dzieje się teraz. Również przykłady podawane w prezentacjach były aktualne i nie było odświeżania kotletów czy powtarzania case’ów znanych z internetów.

Podobali mi się ludzie tam – dawno nie czułam się częścią jakiejś społeczności i miło było podsłuchiwać profesjonalistów od SEM, social media czy projektowania stron www, którzy na przerwie kawowej wymieniali się doświadczeniami. Nie ma nic bardziej wkurwiającego, jak pójść na konferencję i mieć wrażenie, że uczestnicy są z jakiejś łapanki i jedyne słowa, jakie słyszy się na przerwie, to pytanie, czy kibel jest wolny.

Kilka słów o Traffic Day

Traffic Day to konferencje organizowane w różnych miastach. Edycja, na której byłam, odbywała się lub odbywać się będzie w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku. Organizatorem jest poznańska agencja marketingowa Traffic Trends. Sama konferencja reklamowana była i jest jako praktyczne spotkanie poruszające zagadnienia z branży e-commerce. W każdym mieście harmonogram spotkania wygląda tak samo. Patrząc na zdjęcia, również ilość uczestników jest podobna (nie wiem, z 50 osób na sali chyba było).

Moja ocena

Byłam na kilku konferencjach w tym roku, wliczam w to jeszcze jakieś spotkania networkingowe i biznesowe, które też poruszały podobną tematykę, i muszę przyznać, że to była jedna z najlepszych konferencji, na jakiej byłam. Sposób prowadzenia, organizacja czasu, zróżnicowanie tematów w taki sposób, że nie miało się wrażenia przeskakiwania z wątku na wątek… Wszystko to było niezwykle płynne i sprawne. Z konferencji wyszłam z dwoma zapisanymi kartkami w notatniku, co znaczy, że naprawdę każdy mógł znaleźć tam dla siebie jakąś świeżynkę czy branżową nowinkę.

Bardzo trafiona konferencja i bardzo dobrze wydane 150 zł, bo tyle konferencja mnie kosztowała.

traffic trends Paweł Jóźwik

Paweł Jóźwik

traffic trends Jacek Basiński

Jacek Basiński

Piotr Urbaniak

Piotr Urbaniak

Traffic Trends

prelegenci z Traffic Trends

 

  • Traffic Trends

    Zaczniemy od dementi – nikt nie skończył bez obiadu, a w ruch poszły rezerwy, dzięki czemu ostatnie trzy osoby nie zostały głodne. 🙂 Bierzemy na klatę problemy z nawigacją i „atmosferą” w sali – w momencie, kiedy dotarliśmy na miejsce wiele więcej już nie mogliśmy zrobić i mamy świadomość, że „było gorzej” to słabe pocieszenie. Nauczka dla nas na kolejną edycję!

    Pozostałe akapity traktujemy już jako komplementy i możemy gorąco podziękować za takie podsumowanie. Zależało nam, żeby nikt nie poczuł się zmęczony prawie 9 godzinami „szkolenia” i widzimy, że forma się sprawdziła. To nie było dla nas zaskoczeniem, bo podobnie było w poprzednich miastach (średnia 80 uczestników, więc zgadza się – 50 osób było ;)), jednak Kraków rzeczywiście wyróżnił się atmosferą panującą wśród obecnych na konferencji. Cieszymy się, że to pozytywne odczucie nie było wyłącznie nasze i tym samym nieobiektywne.

    Miło było nam Cię gościć i jeszcze milej przeczytać taką recenzję! Dziękujemy i już dziś zapraszamy na przyszłoroczną edycję Traffic Day! 🙂

    • Na takich konferencjach, które trwają te 9 godzin, zawsze przychodzi moment słabości, ja swój kryzys zaliczyłam gdzieś o 15, ale wytrwałam dzielnie do końca i mogę zapewnić, że pomogła w tym tematyka i też tempo prowadzenia prezentacji.

      Atmosfera na przerwach była in plus. Widać było, że uczestnicy trawią podane informacje, analizują i nawet traktują przerwy networkingowo, ale wszystko odbywało się w luźno i przyjemnie, bez sztywnych gadek; dystans był wyraźnie skrócony, co przy +/- 50 uczestnikach może jedynie zaskoczyć.

      Udana konferencja. Winszuję. 🙂 Może do zobaczenia za rok.