Czajnik kontra wściekłe pięści Celiny

Padł nam czajnik elektryczny. Mój menos pedros już się deklarował, że skoczy po pracy po nowy, ale mi coś nie pasowało. Ja to z tych, co lubią pokombinować, posprawdzać, pouderzać, podmuchać, ewentualnie poślinić. Wzięłam się do roboty. Tu stuknęłam, tam puknęłam; w podstawce druciki docisnęłam, coś przetarłam. Włączam. Nic. I tak ze 100 razy nic. Wkurzyłam się, bo niecierpliwie zwierzę ze mnie i tzw. ruską metodą, połączoną z głośnym „kurwa”, walnęłam pięścią w czajnik. Załapał.

Nowy czajnik niepotrzebny. A i okazuje się, że metoda naszych dziadków nawet na nowoczesnych urządzeniach jest wciąż skuteczna.

  • Przemysław Groker

    Czasami bez porządnej „kurwy” nie da się czegoś dobrze zrobić 😉

    • Potwierdzam. Dlatego tak często gości na moich ustach i tyle sukcesów z nią osiągam 😛

  • Ba! Niezawodnie. Moje pięści są wszechmocne 😉

    • Asia – Matka w Kratkę

      Ha! Może to być następny krok jak metoda „wyłącz i włącz” nie zadziała;)