Dożylne życie [komentarz prasowy]

komentarz prasowy przykład

Komentarz prasowy przygotowany na zajęcia z dziennikarstwa. Był to 2008 rok i odnosiło się do informacji, że w Warszawie będą rozdawać prezerwatywy, igły i strzykawki – taki pomysł mieli warszawscy radni. Kontrowersje ostatnio wzbudza pomysł radnych warszawskiego Śródmieścia. Wolontariusze mają rozdawać narkomanom igły i strzykawki. Na ten cel znaleźli – bagatela! – 3 mln zł. Na akcje terapeutyczne i pomoc psychologów pieniędzy nie ma. Nie tylko radni, którzy nie aprobowali od początku przyjętego pomysłu, wyrażają swoje niezadowolenie. Grzmi opinia publiczna. Grzmią emeryci, renciści, nauczyciele, lekarze. Bo dla nich pieniędzy nie ma. „Powinno się leczyć przyczyny, a nie skutki” – jak w transie powraca stwierdzenie. „Właśnie to robimy!” – powiedzieliby pewnie warszawscy rajcy, bijąc się w pierś. Podobno stołeczne miasto zaczęło współpracować z organizacjami zajmującymi się […]

Czytaj więcej

Nieśmiała diablica [opowiadanie]

telenowela

Już raz udowodniłam, że najbardziej genialne teksty wychodziły spod moich palców w trakcie lekcji w liceum. Ten tekst genialny nie jest, ale pamiętam, że skutecznie zabił nudę na lekcji informatyki w 2001 roku, a i pan od informatyki jakoś często stawał za moimi plecami i dziwnie nie ganił mnie za to, że zajmuję się głupotami. Wiem, że to pan czytał, panie Wolski, i wiem, że pan się wtedy uśmiechał! Nic nie wskazywało na to, że ten dzień może być niezwykły. Wszystko było tak jak zawsze – ptaszki ćwierkały, wiaterek lekko powiewał. Monciuella del Costel stała przed lustrem i podziwiała swoje odbicie. Suknia ślubna w odcieniu błękitu delikatnie uwydatniała jej kształty. Różyczki były wszędzie, począwszy od pantofli, a na welonie skończywszy. […]

Czytaj więcej

Marzenia [przemyślenia nastolatki]

marzenia czternastolatki

Tekst napisany przeze mnie 20 listopada 1999 roku. Miałam 14 lat.   Wyjaśnienia wymaga zwrot „huśtam się w rytm melodii” – nie chodzi o kiwanie się. Siadam po turecku, plecy opieram o ścianę i huśtam się tak, że pacam plecami o ścianę, w przód i w tył, z zamkniętymi oczami. Często w ścianie był już ślad po tym pacaniu. Rodzice nazywali to chorobą sierocą i tylko jeszcze jedna osoba w rodzinie tak robiła – mój kuzyn. Najśmieszniejsze jest to, że nadal tak robię. Z pewnych rzeczy się po prostu nie wyrasta. Każdy człowiek ma marzenia. Bez marzeń nie moglibyśmy żyć. Jeśli nie mamy marzeń, nie mamy też celu, do którego byśmy dążyli. Ja mam wiele marzeń. Codziennie wieczorem znajduję chwilkę na […]

Czytaj więcej

To mną wstrząsnęło. Wizyta w zakładzie opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi

to mna wstrzasnelo

Tekst napisany w 2003 roku po szkolnej wycieczce do zamkniętego zakładu opieki nad chorymi dziećmi. Zabrała nas pani od historii, która była tam wolontariuszem. Wizyta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tak ogromne, że teraz, po 13 latach, wciąż pamiętam tamte dzieci, pamiętam atmosferę w zakładzie, pamiętam, że wiele z tych dzieci było pozostawionych w zakładzie, porzuconych. Pamiętam na tyle, że teraz, zamieszczając ten tekst, nie mogę opanować emocji. W pierwszej części tego artykułu opisuję swoje wrażenia po wizycie w zakładzie oraz przybliżam sylwetki niektórych dzieci. Jest dość lakonicznie, ale można sobie tylko wyobrażać, w jakim stanie emocjonalnym byłam, ja, osiemnastolatka, która zawsze w sobie miała ogrom empatii. Na końcu artykułu zamieściłam refleksje nauczycielki, pani Ewy Bralczyk, która nas do zakładu […]

Czytaj więcej

Alfońskie lato

alfonskie lato

Tekst powstał w 2011 roku w odpowiedzi na dyskusję na pewnym katowickim forum, gdzie ludzie wyrażali swoje niezadowolenie, że ulica Mariacka zamienia się w wybieg i rykowisko na lato. Wspaniałe, długo oczekiwane lato trwa! A wraz z nim wymarzone wakacje i odpoczynek. Pozostaje tylko zrzucić zimowe futerko i zimowe sadełko. Niektórzy wraz z pierwszym promieniem słońca zrzucają większość swojej garderoby… Niestety. Czy wy także, wybierając się na koncerty na ulicy Mariackiej, zauważyliście, że wraz z wybiciem letniego weekendu, nasza ulica zamienia się w wybieg dla modelek i modeli? Na ulicznych ławkach tłoczą się grupki i pary wpatrzone tylko w siebie, nie zwracające uwagi na otoczenie. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę, wraz z rozpoczęciem się weekendu, rozpoczyna się prawdziwa rewia […]

Czytaj więcej

(nie)Wirtualni społecznicy [reportaż]

wirtualne zory

Reportaż napisany jakoś w marcu 2006. Zajął trzecie miejsce w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż Prasowy im. Ryszarda Kapuścińskiego. Opisuje dokładnie to, czym się zajmowałam w latach 2004-2008, czyli rzecz o pewnym miejskim portalu, który stał się jednym z najpotężniejszych w moim mieście, a na pewno był jedynym, który tak bardzo angażował żorzan, że nawet, jadąc na uczelnię pekaesem, słyszałam o nim rozmowy za moimi plecami. Portal internetowy Wirtualne Żory jest najstarszym portalem w mieście Żory dotyczącym jego spraw. Istnieje on od ponad sześciu lat i obecnie jest prowadzony przez sześć osób, które poświęcają mu bezinteresownie swój wolny czas. Do niedawna aktywnymi członkami ekipy były tylko trzy osoby (które zarazem są twórcami portalu), jednak na ich apel o poszukiwaniu osób, które aktywnie wsparłyby działalność strony […]

Czytaj więcej

Spór o jajka [wielkanocna opowiastka]

wielkanoc pisanki

Prawdziwa wielkanocna historia. To były te czasy, kiedy fajki można było kupić za 8 zł… Ledwo wiosna nadeszła, a tu już taki upał. Niecierpliwie starłam ręką pot z czoła i zabrałam się do dalszego szorowania karoserii samochodu. Nie tylko ja zabrałam się za polerowanie rodzinnego pojazdu – pod blokiem aż roiło się od fascynatów lśniących autek, a po nagrzanej ulicy płynęła spieniona rzeka mydlin. Gdy skończyłam, ze zmęczeniem na twarzy wzięłam wiadro i zaczęłam wylewać brudną wodę do spływu ścieków. Czułam jak po moim krzyżu spływają kropelki potu. Zerknęłam na mechanicznego rumaka – autko w słońcu prezentowało się wprost bajecznie. Była Wielka Sobota, a ja odczuwałam świąteczny nastrój tylko dzięki temu, że od rana zabrałam się za wielkanocne porządki. Ciężko […]

Czytaj więcej

Pani But nabija w butelkę [opowiastka]

pani but

Rok powstania 2002. Historia prawdziwa. Zdarzenie miało miejsce podczas wycieczki grupy uczniów do Pragi. Zajmowała się nami trochę nierozgarnięta pani przewodnik, która chciała sobie dorobić co nieco jeszcze naszym kosztem. – To jest karygodne! Wprost niemożliwe! Jak tak można! – pani Kowalska nie kryła oburzenia i swoim oskarżycielskim palcem dźgała panią przewodnik w pierś. Tamta tylko skuliła ramiona i spuściła głowę, czując się winna. Zgorszenie pani Kowalskiej, wychowawczyni i zarazem wycieczkowej opiekunki klasy 2 liceum, dotyczyło niemiłej sytuacji, która zaistniała w jednym z barów mlecznych. Otóż pani przewodnik nie zamówiła obiadu oraz wpłaciła tylko połowę zaliczki, która zagwarantowałaby miejsca w jednym z czeskich barów. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że pani przewodnik dostała wystarczającą ilość pieniędzy na wszystkie formalności. Teraz cała wycieczkowa […]

Czytaj więcej

Olbrzym [opowiastka]

Frankenstein olbrzym

Rok powstania 2002. Takie tam wypocinki jak zwykle ukazujące mnie jako hardą i silną kobietę, czyli taką, jaką naprawdę jestem. – Przepraszam – wrzasnęłam donośnie do stojącej przede mną góry. – Przepraszam!!! Zagradzasz mi drogę! – krzyknęłam jeszcze raz, bo skamieniały głaz ani drgnął. Westchnęłam zrezygnowana. Nie miałam zamiaru tak stać. Próbowałam to „coś” ominąć, ale niestety nic z tego. Pozostało mi tylko wgapić się w te olbrzymie plecy… W końcu zdenerwowana oparłam o nie moje dłonie, które na tak ogromnym tle wydawały się dłońmi niemowlaka. Zaparłam się nogami o podłogę i z całych sił zaczęłam ten głaz przesuwać do przodu. Z gardła wydobył mi się bojowy ryk tygrysicy. Pchałam, jęczałam… i nic. Za to się nieźle spociłam i zmachałam. […]

Czytaj więcej

Miejskie autobusy i pasażerowie szajbusy [opowiastka]

autobusy opowiadanie

Tekst napisany w 2005 roku. Wtedy codziennie dojeżdżałam ponad 40 km na uczelnię zdezelowanym pekaesem, często też korzystałam z katowickiej komunikacji miejskiej. Szczyt grafomaństwa, nawet teraz po latach miałam problemy ze sprawdzeniem tego, zatem proszę o wybaczenie za błędy. Jest! Podjechał! Mechaniczny jamnik błyszczący w słońcu niby świeżo wysmarowany wazeliną i wypolerowany pupil motomaniaka z magiczną liczbą XXX zarówno z przodu, jak i z boku.  Zawsze do usług! Niezniszczalny okaz dziewiętnastowiecznego postępu technologicznego powitał stłoczoną na przystanku masę ciężkim westchnieniem zmęczonego silnika: „Psss…”. Jeszcze tylko coś szczęknęło, prychnęło. Miało się wrażenie, że zaraz na jezdnię wysypią się tysiące maleńkich śrubeczek, gwoździków i innych zbędnych cudenek, które jedynie dla fascynatów motoryzacyjnych czasopism cokolwiek znaczyły. Ludzie w środku ściśnięci jak sardynki w […]

Czytaj więcej
1 2