(nie)Wirtualni społecznicy [reportaż]

wirtualne zory

Reportaż napisany jakoś w marcu 2006. Zajął trzecie miejsce w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż Prasowy im. Ryszarda Kapuścińskiego. Opisuje dokładnie to, czym się zajmowałam w latach 2004-2008, czyli rzecz o pewnym miejskim portalu, który stał się jednym z najpotężniejszych w moim mieście, a na pewno był jedynym, który tak bardzo angażował żorzan, że nawet, jadąc na uczelnię pekaesem, słyszałam o nim rozmowy za moimi plecami.

Portal internetowy Wirtualne Żory jest najstarszym portalem w mieście Żory dotyczącym jego spraw. Istnieje on od ponad sześciu lat i obecnie jest prowadzony przez sześć osób, które poświęcają mu bezinteresownie swój wolny czas. Do niedawna aktywnymi członkami ekipy były tylko trzy osoby (które zarazem są twórcami portalu), jednak na ich apel o poszukiwaniu osób, które aktywnie wsparłyby działalność strony odezwali się interesanci, w tym dwie osoby do pisania newsów, a jedna do zajmowania się sprawami bezpieczeństwa.

W listopadzie portal obchodził swoje szóste urodziny, dlatego członkowie ekipy zadecydowali o zorganizowaniu imprezy urodzinowej. Odbyła się ona w klubie „Rebus” na osiedlu Księcia Władysława, udział w niej wziął kabaret Karygodne skrzywdzenie Brązowych Borowików, zespół The Posit oraz Sari Ska Band. Organizatorzy postarali się o skromny poczęstunek dla każdego, odbyły się także losowania. Impreza urodzinowa była doskonałą okazją do zaprezentowania wszystkim sympatykom portalu nowego logo Wirtualnych Żor już w postaci banera o wymiarach 2×1,5m.

W „Kurierze Żorskim” (nr 9/59, 2005) czytamy: „Portal swoim mieszkańcom oferuje m.in. Wirtualne Biuro Pracy, gdzie znajduje się lista kandydatów poszukujących pracy wraz z ich kwalifikacjami, Biuletyn Informacyjny dostarczany do skrzynek e-mailowych (ostatnie newsy, ogłoszenia, zaproszenia na imprezy, opowiadania), katalog żorskich lokali z możliwością komentowania, kalendarium imprez, repertuar kina „Na Starówce” i wiele innych rzeczy. Niezaprzeczalnie najważniejszą i najpopularniejszą rzeczą jest Forum.”

Ogólna zasada, jaka panuje wśród twórców Wirtualnych Żor, jest taka, żeby portal przede wszystkim był niekomercyjny, oryginalny oraz bezpłatny, jeśli chodzi o zamieszczane informacje i niektóre reklamy. – Nie raz spotykaliśmy się z opinią, że we współczesnym świecie niemożliwością jest, aby robić coś zupełnie za darmo dla społeczeństwa – mówi Celina „hipcia” Dawidson, redaktor naczelna działu informacyjnego. – Odebraliśmy setki e-maili, gdzie ludzie powątpiewają w nasz charakter i dość sceptycznie podchodzą do nas, nawet w sposób dość wulgarny okazują swoją niechęć.

Celina jest odpowiedzialna nie tylko za zamieszczane na portalu informacje, ale także pełni rolę rzecznika prasowego, który odpowiada na wszystkie maile, rozsyła pisma proponujące współpracę np. żorskim lokalom, klubom etc. Jest studentką drugiego roku filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Obecnie działa także w Stowarzyszeniu Ratowniczym „Iskra” (wcześniej Ochotnicze Centrum Ratownictwa) jako ratownik przedmedyczny. Sama mówi, że zawsze była społecznikiem i już od czasów podstawówki poświęcała swój wolny czas, angażując się w sprawy swojego miasta. Przykładem tego może być jej członkostwo w Kole Liderów Młodzieżowych – skupiało ono młodych ludzi, którzy pod stałą opieką pedagogów organizowało liczne warsztaty profilaktyczne oraz przedstawienia na temat m.in. asertywności, uzależnień, wartości. Właśnie tam poznała Drackera, który już wtedy zajmował się Wirtualnymi Żorami, i zaczęła z nim współpracować .

Rok temu na powielony po któryś raz z rzędu apel ekipy dotyczący poszukiwań osób chcących wzbogacić portal, uzupełnić go i uaktualnić, odpowiedziała tylko jedna osoba z sąsiedniego miasta – Jastrzębia Zdroju. Osoba ta z początku wydawała się osobą wiarygodną i kompetentną. Chciała się poświęcić działowi „Sport”, głównie hokejowi oraz siatkówce w skali regionalnej. – Jednak żądała od nas więcej w zamian, niż mogliśmy jej zaofiarować. Nie docierało do niej szczególnie to, że działamy całkowicie bezpłatnie, nie ponosząc żadnych korzyści materialnych – mówi Celina.

W jednym z maili możemy przeczytać: „Podeślę ewentualnie jakieś fotki po meczach, ale i tak nie chce mi się wierzyć w to, co mi Państwo napisaliście. To nie jest okres 20-lecia międzywojennego, czy też powojennej Warszawy, jak się to mawiało, że robiło się coś dla miasta, państwa, obywateli. Jeśli chciałbym zamieścić reklamę np. firmy gastronomicznej, to co mógłbym zaoferować Wam, jeśli nie miała by to być gotówka? Pytam z ciekawości”.

Odpowiedź redakcji: „Każdy ma jakieś hobby – jedni biegają po basenach i siłowniach i w taki sposób spędzają swój wolny czas, inni jeszcze tworzą muzykę, którą kochają i codziennie poświęcają te kilka minut dla tejże muzyki i nut. Nie robią tego dla sławy, komercji… A innym wystarczy siedzenie przy kompie i zajmowanie się portalem ku własnej satysfakcji i autorealizacji [w dalszej części autorka przytoczyła żorskie organizacje, które także działają społecznie]…

Jeśli chciałby Pan zamieścić reklamę firmy gastronomicznej, może nam Pan zaofiarować dajmy na to nawet talerz zupy, którym moglibyśmy uraczyć np. niedożywione dzieci w szkołach czy też podlegające jakimś organizacjom. Wszystkie wykorzystane i nadesłane przez Pana materiały zostaną opatrzone Pańskim godłem, to jest jedyna zapłata – satysfakcja.”

Wirtualne Żory wszystkie otrzymane gratyfikacje, np. za zamieszczenie banera reklamowego zrobionego przez członka ekipy odnośnie imprezy ogólnomiejskiej, przeznacza na konkursy. Do tej pory rozwiązano konkursy, gdzie można było wygrać romantyczną kolację dla dwojga, kupony na jedną godzinę gry w bilard albo w kręgle, wejściówki na koncert zespołu death metalowego, podwójną wejściówkę do kina na film „Harry Potter i Czara Ognia”, „Opowieści z Narnii” oraz karnet na maraton filmowy do żorskiego kina.

Jednak zdarzają się przypadki, gdzie firmy wolą wesprzeć portal finansowo i przeznaczają na reklamę odpowiednią ilość pieniędzy, która wystarcza na opłacenie całorocznego transferu. Nie są to duże sumy.

Komunikat specjalny: „Z przykrością zawiadamiamy, że działalność portalu Wirtualne Żory od dnia jutrzejszego, tj. 28 września 2005 roku, zostaje całkowicie wstrzymana i zablokowana. Ta niemiła sytuacja jest spowodowana przekroczeniem miesięcznego transferu (mimo naszych usilnych starań i ciągłym dokładaniem transferu, co wiąże się z dodatkowymi kosztami), co jest wynikiem wzrostu popularności i oglądalności naszego portalu z każdym miesiącem. Bardzo przepraszamy za techniczne usterki i zapraszamy do odwiedzania nas od dnia 1 października, kiedy to portal wróci do życia.”

– We wrześniu 2005 roku stało się to, czego się spodziewaliśmy – ze zgrozą patrzyliśmy na stale rosnący transfer, który groził przekroczeniem oraz zablokowaniem strony do początku przyszłego miesiąca – mówi Przemysław „dracker” Biegała, administrator oraz właściciel domeny, na co dzień pracownik działu kadr. – Wszystko to było spowodowane wzrostem ilości odwiedzin strony. Niezwłocznie wysłaliśmy drogą e-mailową powiadomienia do naszych użytkowników, a na stronie i forum zamieściliśmy stosowną informację…

Zaraz następnego dnia komunikat został odwołany. Pojawili się sympatycy portalu, którzy zaznajomieni z całą jego historią oraz charakterem, wpłacili na konto symboliczną kwotę.

Większość mieszkańców uważa, że Wirtualne Żory to firma albo stowarzyszenie. Nic bardziej mylnego – nie jest to żadne zarejestrowane stowarzyszenie, ani firma posiadająca zgłoszoną działalność gospodarczą. – Nas takie opinie bawią. Niejednokrotnie zaznaczamy swój charakter oraz indywidualne funkcje sprawowane na portalu, ale i tak zdarzają się ludzie, którzy mimo tego obrzucają nas wyzwiskami, zarzucają chęć przypodobania się „szefowi”, a jak odpieramy ataki rzucając faktami, spotykamy się z kpiną i jawnym sceptycyzmem – mówi Przemysław „groker”* Szymura.

W jednym z komentarzy do artykułu czytamy: „Ktoś musi zarobić na chleb i wykazać się u szefa jakimś reportażem, więc wywołuje burzę w szklance wody.”

Jednak cała trójka bardzo cieszy się, gdy spotkają się z takimi opiniami, bo to tylko świadczy, że odbierani są jako grupa profesjonalistów znających się na tym co robią. – Jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mamy swoje słabe strony. Zdarzają się nieraz sytuację, które ujawniają nasz brak profesjonalizmu. Na przykład ostatnio musiałam sięgnąć do słownika, gdy pewna osoba zapytała się mnie, czy udzielimy jej akredytacji – mówi Celina. – Akredytacje od tej pory kojarzą mi się z czymś poważnym, godnym największych gazet i firm. To coś nie dla nas… Wydaje mi się, że nie cieszymy się aż taką renomą wśród ludzi, żeby taka karta umożliwiłaby wszędzie wejście oraz wkupienie się w „vipowskie” grono – dodaje z rozbawieniem.

Odpowiedź redakcji: „Niestety, nie załatwiamy kart akredytacyjnych, ponieważ nigdy nam to nie było potrzebne i jak na razie nie ma na takiego typu upoważnienia zapotrzebowania.”

Pojawiły się nawet plotki, że Wirtualne Żory planują założyć swoją siedzibę. – Bardzo mnie ta opcja rozśmieszyła – mówi Celina. – Kiedyś ktoś zapytał mnie o adres naszej redakcji, bez chwili wahania odpowiedziałam: „Zapraszam do mnie. Naszą redakcją jest mój pokój”. I to jest szczera prawda. Jakoś nie przemawia do mnie pomysł, aby założyć własną redakcję, chyba siedziałabym tam samotnie i popijała kawę – śmieje się.

Wirtualne Żory nie zamieszczają na swych łamach wszystkiego, co dostają na swoją skrzynkę. Wszystkie informacje zostają sprawdzane pod względem wiarygodności, wartości oraz błędów. Odrzucane są przede wszystkim informacje stricte komercyjne oraz wszelkie kryptoreklamy.

– Niestety, tylko ja jestem osobą na tyle „wykwalifikowaną” w naszym gronie, aby zajmować się newsami i to właśnie ja codziennie muszę zajrzeć do skrzynki, spisać coś zasłyszanego albo sprawdzić błędy w materiałach nadesłanych i już zamieszczonych – mówi Celina.

Celina dodaje, że nieraz do szewskiej pasji doprowadza ją nierzetelność członków ekipy, którzy dodają na stronę przeróżne niesformatowane informacje pełne błędów. Stara się jednak za bardzo nie popadać w złość, tylko cierpliwie poprawia wszystko, to co wymknęło się spod kontroli pod jej nieobecność. – Najbardziej opieprzaną przeze mnie osobą jest Dracker. Zawsze jak on coś zamieści, to odbieram to jako „odbębnienie” zadania, tak jakby na odczepnego. Skutek jest tego taki, że bez wahania wyładuję na nim swoją frustrację i złość spowodowaną tym jego pośpiechem. Teraz jest tak, że jak tylko do niego się odezwę, on od razu zaczyna: „Co znowu zrobiłem nie tak?” – śmieje się Celina.

Z e-maila do redakcji: „Czemu nie zorganizujecie tego konkretnie? nie zależy Wam? bo mnie to dziwi troszkę. Wystarczy się zakręcić tu i tam, zorganizować kilka działów na portalu i wyznaczyć osoby odpowiedzialne za to. Może jednak zorganizujecie coś nowego, z czego za tą samą pracę możecie mieć jakiś dochód (chyba że jesteście studentami nie z tego kraju, bo z tego co pamiętam to studenci cienko przędą), a ten portal zostawcie miastu. Aż dziw, że miasto tak się nie interesuje swoją oprawą w necie.”

Portal nie jeden raz spotkał się z opinią, że ma możliwości, aby zabłysnąć w inny sposób w mieście i ciągnąć z tego korzyści materialne. Członkom ekipy zarzucano m.in. to, że są młodzi oraz wykorzystywani, że długo nie utrzymają swojej pozycji – temu zaprzeczają statystyki, ponieważ ukazują stale rosnącą popularność, a także fakt, że Wirtualne Żory istnieją (i jak dotąd dobrze się trzymają) od marca 2000 roku.

– Nie mógłbym raczej tak samo działać na portalu, jak do tej pory, gdybyśmy stali się firmą. Wszyscy traktujemy to hobbystycznie, a praca nad portalem wiązałaby się z poczuciem obowiązku. Wtedy musiałbym codziennie poświęcać kilka minut na Wirtualne, byłaby to pewnego rodzaju presja psychiczna i chyba to by mnie najbardziej zniechęcało – mówi „groker”, student drugiego roku Informatyki na Politechnice Śląskiej w Gliwiach. Należy także do Stowarzyszenia na rzecz Kultury „Kantata”, które cykliczne (przy współpracy z kabaretem Łowcy.B) organizuje Spotkania Kabaretowe „Kanasta”, a niedawno zajmowało się także organizacją imprez rockowych „TuRock”. – Wbrew pozorom staramy się być profesjonalni w tym, co robimy – dodaje Dracker.

W styczniu br. z ekipy Wirtualnych Żor odszedł Łukasz „lukspa” Spandel. Zajmował się grafiką oraz sam uaktualnił wygląd obecnej witryny. – Lukspa jako pierwszy pojawił się w ekipie, zwerbowany został przez Drackera i to on zaprojektował nową odsłonę strony głównej portalu – mówi „groker”. – Ekipa składa się z ludzi o odmiennych charakterach. Często różnimy się w opiniach oraz w podejściach do pewnych spraw. Każdy z nas pochodzi z innego środowiska, ale to wychodzi tylko na zdrowie portalowi – stwierdza Dracker.

Załoga kontaktuje się do tej pory wyłącznie drogą mailową oraz wszelkimi środkami komunikacji, jakie ofiaruje im Internet. W zeszłym roku ekipa Wirtualnych spotkała się po raz pierwszy, aby obgadać wszystkie portalowe sprawy. Mimo że w rzeczywistości potrafili znaleźć wspólny język, omówić wszystkie szczegóły dotyczące rozszerzenia działalności portalu oraz zmian wyglądu witryny, późniejsza ich współpraca nie obiecywała żadnych sukcesów. Pomysłów było wiele, ale jednak czasu i realizatorów o wiele mniej… Dlatego też zadecydowano o tym, aby zwrócić się do mieszkańców o pomoc we współtworzeniu portalu. – Niestety, większość osób, które wyrażały chęć angażacji, szybko rezygnowały po dowiedzeniu się, że nie będą miały z tego żadnych korzyści prócz nazwiska widniejącego pod materiałami przez nich nadesłanymi.

Apel administratora: „Zwracam się do wszystkich o pomoc w rozwinięciu tego, co już jest na Wirtualnych Żorach w działach dotyczących miasta. (…) Dlatego apel do wszystkich (w związku z tym, że groker, hipcia i ja mamy ostatnio naprawdę sporo na głowie, a wiemy że na portalu jest sporo niedociągnięć) o pomoc w wzbogaceniu działów. Przesyłajcie materiały, fotografie, a nawet na nowo zrobione działy. Działy przez Was uzupełniane zostaną naznaczone Waszym imieniem, czy jak tylko chcecie. Wszystkie nadesłane materiały będą sprawdzane – jeśli korzystasz z jakiejś strony, książki – podaj źródło.”

– Pamiętam jak jeden raz po zapoznaniu się z treścią maila, które rzekomo miało pomóc w rozszerzeniu jakiegoś działu (do dzisiaj nie wiem jakiego), powiedziałam do „grokera”, że jakiś uczniak przesłał nam swój szkolny referacik na niesprecyzowany temat, a także nieistotny dla miasta – mówi Celina. – I to była jedyna inicjatywa pomocy, z jaką się po takim apelu spotkaliśmy… Nie pomogły nawet oferowane kupony na bilard i kręgle do jednego z żorskich klubów.

Ekipa Wirtualnych Żor zgodnie mówi, że za cały wkład włożony w portal otrzymują przede wszystkim satysfakcję. Z drugiej strony – dzięki niemu zdobywają doświadczenie. Chętnie odkrywają nowe tajemnice i starają się pomagać ludziom, reklamować wszystkie żorskie imprezy, nagłaśniać wydarzenia, a także wydobywać na światło dzienne wszystkie te sprawy, które dotyczą mieszkańców i miasta. – Nie chcemy stać się kolejną firmą-wyjadaczem – takich jest najwięcej na rynku. Najbardziej nam zależy na tym, żeby ludzie kojarzyli nas z „ludzkim” portalem, który jest do ich dyspozycji i do którego zawsze mogą się zwrócić – mówi „groker”. – Chcemy być postrzegani jako niezależni wobec władzy oraz innych instytucji. Nie mamy dotąd przytwierdzonej jednej etykietki, która świadczyłaby o nas. Naszą cechą jest niewątpliwie pewna oryginalność oraz chęć promowania naszego miasta w Internecie .

————-
* Na wyraźną prośbę Przemka Szymury wszystkie jego wypowiedzi będą opatrzone godłem „€žgroker”€. Jego pseudonim będzie brany w cudzysłów, ponieważ pisanie imion, ksyw oraz rozpoczynanie zdań małą literą jest niezgodne z polską ortografią.