Chcesz zacząć pisać? Pamiętaj o tych 5 zasadach!

jak zaczac pisac

Do stworzenia tego tekstu natchnął mnie artykuł, w którym Marta Fox wymieniła 15 inspirujących zasad, które pomogą w pisaniu opowiadań (i nie tylko). Dla mnie najważniejsze z tych wymienionych jest 5 punktów, a że już wcześniej chciałam napisać podobny tekst, to do dzieła!

Nie okłamujmy się, pisanie nie jest dla każdego. Nieważne, czy chcesz zacząć pisać bloga, czy może zarabiać na pisaniu – musisz mieć do tego smykałkę i przede wszystkim chcieć to robić. Dla mnie mój blog Celownik.net jest hobby. Piszę już zawodowo dla firm, ale wciąż brakowało mi miejsca w Sieci, w którym mogłabym się dzielić swoimi przemyśleniami wtedy, kiedy chcę, a nie wtedy, kiedy muszę (ach, te deadline’y!). No dobra, miałam już swojego bloga hen, hen, czyli dawno temu, ale chcąc zmienić szablon, nie zauważyłam komunikatu, że zmiana szablonu powoduje permanentne usunięcie bloga. Wtedy mocno poczułam, co znaczy słowo „permanentnie” – jednym przyciskiem wykasowałam swoją twórczość gromadzoną przez kilka miesięcy na pewnej darmowej platformie do tworzenia stron www. Teraz jestem mądrzejsza.

Poniżej przedstawiam punkty, które są kluczowe dla każdego blogera i copywritera. Pięć punktów, które sprawią, że w ogóle ruszysz z miejsca i pomogą Ci dopracować każdy tekst.

5 kluczowych zasad dla każdego piszącego

1. Odważ się pisać

Mocny punkt, właściwie każdy poradnik dla początkującego blogera czy pisarza, zaczyna się od słów: „Zacznij to robić!”. Podobnie miałam ze swoim blogiem – czułam, że go chcę, nosiło mnie wręcz, w końcu kupiłam domenę, hosting i postawiłam WordPressa, dorzuciłam darmowy szablon, żeby nie napracować się za wiele i całą energię przeznaczyć na pisanie. Mój blog ruszył z niedokończoną szatą wizualną, ale najważniejsze dla mnie było, że w ogóle ruszył.

Wiesz, co mnie blokowało przed założeniem bloga? „A po co mi on, skoro nic nie mam do zaoferowania. Mnóstwo jest takich blogów, mnóstwo jest takich, jak ja; nie będę się wyróżniać, nawet nikt nie będzie mnie czytał”. Zapomniałam o ważnej kwestii: chciałam pisać dla siebie. Wkurzyłam się więc, że ciągle myślę o tym, że ten blog od razu musi być „czymś” – tzw. kołcze i sukcesy innych natłukły mi do łba, że przecież nawet przy blogowaniu trzeba być dzieckiem sukcesu, zdobywać, osiągać, walczyć, musieć. I to mnie blokowało. W końcu stwierdziłam, że przecież naprawdę mam robić to dla siebie, że czuję wewnętrznie, że bardzo chcę. Że zawsze jest ktoś, kto robi dokładnie to samo, co ja (tutaj tematyka copywritingu i lifestyle), że nawet są w tym lepsi ode mnie, ale co z tego? Trzeba wyjść z cienia i realizować swoją pasję. To już jest sukcesem – rozpoczęcie własnej pisarskiej drogi.

2. Jeśli nie masz czasu na pisanie, oznacza to, że nie jest dla ciebie wystarczająco ważne(!)

Zastanawiałam się, czy nie dać tego jako pierwszy punkt, bo on determinuje wszystko. Jeśli ciągle znajdujesz wymówki, że nie masz kiedy pisać, a tak naprawdę marnujesz czas na przeglądaniu fejsbuka, jeśli musisz się do tego pisania zmuszać, oznacza to, że nie jest dla Ciebie wystarczająco ważne.

Mój blog jest prowadzony bardzo nieregularnie. Wynika to z tego, że siadam do tekstu, jak mnie naprawdę natchnie. Teksty powstają spontanicznie lub chodzą we mnie kilka dni, by w końcu wypłynąć spod moich palców. Naturalne dla mnie jest, że jak coś mi siedzi w głowie, to przelewam to na papier. Nie zmuszam się do tego – nie łażę z kąta w kąt, szarpiąc włosy, bo „muszę coś dziś napisać!”. Zawsze mam czas, żeby usiąść i coś skrobnąć, to pisanie już we mnie wewnętrznie siedzi, bo jest dla mnie bardzo ważne. Mój blog jest dla mnie ważny. Pisanie jest dla mnie ważne.

Nieregularność nie jest spowodowana tym, że mi się nie chce. Po prostu czekam na temat. Doskonale wiem, że najlepiej pisać nawet codziennie, dbać o swoich czytelników i aktualizację bloga. Że zawsze warto wygospodarować tę godzinę czy dwie na wyklepanie słów na klawiaturze. Jak pisałam, ja zarabiam na pisaniu, jestem copywriterem i po napisaniu tekstu o rozmnażaniu gołębi czy opisie skomplikowanego systemu IT chcę po prostu odpocząć. Czasem odpoczynkiem jest właśnie napisanie czegoś swojego (najczęściej anegdotka na fanpage lub do kategorii Paskudy), czasem po prostu zatopienie się w książce. Cały czas jednak myślę o blogowaniu (dodam, że prowadzę jeszcze na boku dwa serwisy hobbystycznie), o tematach na następne artykuły – ten Celownik.net już we mnie wsiąknął na dobre.

Poczytaj o tym, jak to się stało, że zostałam copywriterem

3. Szlifuj każdy tekst, bądź uparty i konsekwentny, po prostu pisz i pisz

Wiąże się to z poprzednim punktem. Pisać trzeba – tylko wówczas będziesz szlifować swój styl i odnajdziesz w pisaniu siebie. Marta Fox podkreśla, że najważniejsza jest pracowitość i konsekwencja. To prawda, trzeba zapierdalać. Pisanie nie polega na bezmyślnym stukaniu w klawiaturę. Najpierw musi pojawić się pomysł, potem obudowujesz to w słowa i konstrukcję, dopiero potem powstaje tekst. Nie pozwól, aby jakiś temat ciągnął się za Tobą, a w końcu wyląduje w szufladzie podpisanej „zapomniane”. Jeśli pojawia się koncepcja, łap ją i od razu przemieniaj w słowa.

Pamiętaj przy tym o czytelniku. Fajnie jest pisać dla siebie, ale skoro już publikujesz to publicznie, to z myślą, że ktoś to kiedyś przeczyta. Zadbaj więc o to, aby czytelnik Twój tekst zrozumiał, zadbaj o najlepszą konstrukcję i słownictwo. Pisz, ale niech to nie będzie bełkotliwy strumień świadomości, tylko pisanie z sensem.

4. Czerp inspirację z ulicy. Nigdy nie panikuj, gdy masz pustkę w głowie, czekaj

Już pisałam o tym, że sama czekam na pomysł. Prowadzę również fanpage dla Celownika i niekiedy ze ściśniętym żołądkiem myślę, co tu wrzucić, bo przecież posty trzeba zamieszczać codziennie. Wtedy patrzę na zaprzyjaźnione serwisy, przeglądam inne strony i zawsze na coś trafiam. Jednak to są bardzo rzadkie sytuacje – prawdą jest, że dzielę się wszystkim bardzo spontanicznie. Mam oczy i uszy szeroko otwarte. Kiedyś moja polonistka powiedziała mi, że jestem znakomitym obserwatorem rzeczywistości, a co najważniejsze, umiem wyłapać rzeczy, które potem przemieniam w atrakcyjną treść (tu najczęściej były to opowiadania).

Chyba tak mi zostało. Nadal czuję się obserwatorem, nadal dostrzegam pewne rzeczy, które normalnie inni by zignorowali. To też wiąże się z tym, że kiedyś chciałam być dziennikarką, a dziennikarz to właśnie obserwator – by znaleźć temat, musi obserwować, musi być takim radarem zarówno na zachowania innych, sytuacje, jak i padające słowa.

Zawsze ze sobą mam mały notatnik. Zdarza mi się coś w nim notować. Czasem siedzę na piwie ze znajomymi i nagle bęc!, pomysł. Wyciągam notatnik i zapisuję. Gdy spotka mnie coś ciekawego czy śmiesznego, zapisuję. Czy do tych zapisków wracam? Oczywiście.

5. Pamiętaj o odpowiedniej konstrukcji i słownictwie! Bądź dla siebie cenzorem i korektorem

Chciałabym napisać: „Nie ograniczaj się, pisz!”, ale prawdą jest, że pisząc, musisz być dla siebie surowym. Oczywiście, dobrze załapać natchnienie i pisać pod wpływem chwili. Tylko jeśli myślisz o opublikowaniu tekstu i dotarciu do czytelnika, musisz zadbać o odpowiednią konstrukcję i słownictwo. Po niektórych blogerach widzę, że ich zmorą są detale – potrafią tak rozbudować zdanie, że po jednym akapicie mózg już jest spocony, a sens całego tekstu się traci. Polecam naprawdę być konkretnym i rzeczowym w swoich tekstach, chyba że piszesz poezję. Dodam, że tutaj praktyka czyni mistrza – im więcej piszesz, tym nawet najbardziej egzaltowane teksty nabierają sensu.

Każdy tekst wnikliwie sprawdzaj. Nie publikuj nic od razu, daj tekstowi czas, by dojrzał. Prawdą jest, że jak napiszesz tekst, to nie wyłapiesz wszystkich błędów w nim. Jeśli zostawisz tekst, zajmiesz się innymi sprawami i wrócisz do niego po kilku godzinach, a nawet dniach, zobaczysz, że tekst ma trochę potknięć, których wcześniej nawet nie zauważyłeś. Każdy tekst musi dojrzeć. Również w swojej copywriterskiej pracy nie wysyłam tekstów od razu do klienta, zostawiam je na chwilę, a potem wracam i już bezlitośnie rozprawiam się z literówkami czy stylistyką.

Mogłabym się tu rozpisać, ale po co? Już wcześniej napisałam poradnik, o tym, jak napisać dobry tekst, więc Cię do niego odnoszę – przejdź do poradnika, jak napisać dobry tekst.

Chcesz coś dodać? Co jest dla Ciebie najważniejsze w pisaniu? Podziel się w komentarzu!

  • Myślę, że punkt pierwszy jest kluczowy. Ja do niedawna miałem podobne obawy. Przeszkadzał mi nie tyle brak odwagi, co ten cholerny perfekcjonizm. Wiązało się to z przeczuciem, że tekst nie jest wystarczająco dobry, aby go pokazać. Kończyło się na tym, że kiedy w końcu go dopieściłem, to niestety brakowało w nim „iskry”.

    Przypominał bardziej sztywny wywód naukowy, niż coś, co ma trafiać do odbiorcy i go zaciekawić. Co z tego, że był merytorycznie poprawnie napisany, jak czytelnik po pierwszym akapicie by go wyłączył. Poszedłby tam, gdzie dostałby mniej składny, ale za to ciekawiej napisany tekst. Wiesz, chciałem wyjść na prawdziwego profesjonalistę, ale w głębi czułem, że to nie jest mój styl i to mnie męczyło. Najlepsze jest to, że dotyczyło to tylko tekstów pisanych na swojego bloga, bo w przypadku tekstów dla klientów sprawa wyglądała inaczej. I w żadnym wypadku nie zachęcam do publikacji nieskładnych tekstów 🙂 Chodzi mi tutaj o to, żeby nie robić z bloga nudnej i naukowej książki.

    Dlatego zmieniłem podejście i przy kolejnych artykułach (które już niebawem będą publikowane na moim blogu) postanowiłem pokazać siebie. Nie chcę być kolejnym nudnym kolesiem, bo takich blogów jest setki, jak nie tysiące. Mam nadzieję, że czytelnikom spodoba się takie podejście, a ja będę miał prawdziwą radochę z pisania i dzielenia się wiedzą.

    Warto przełamywać swoje lęki, bo to klucz do tego, żeby zdziałać cokolwiek nie tylko w pisaniu.

    Artykuł bardzo dobry i celnie wymieniłaś najważniejsze punkty, będę zaglądał.

    • Dzięki bardzo za konkretną wypowiedź. 🙂 Co do tego perfekcjonizmu – oj, znam to. Naprawdę. Jak porównam swoje podejście do tekstów dla klienta, a do tych na blogu, to własne szlifuję nawet kilka razy i często do nich wracam. Nie oznacza to, że te dla klientów są gorszej jakości, absolutnie, tylko o to, że właśnie skoro mój blog, to chcę wypaść jak najlepiej i przez to popadam w tekstowy pedantyzm, a wyłapana po miesiącach literówka wywołuje u mnie rumieniec na policzkach i wielkie poczucie wstydu. Mam ciągłe poczucie, że nie jestem wystarczająco dobra, żeby pisać publicznie, nawet w tym momencie, nawet przy tym artykule. 🙂

      W końcu stwierdziłam, że sama siebie blokuję – że przecież dostaję informacje, że dobrze piszę, że się nadaję, że fajnie mnie się czyta i tłamszę w sobie tę perfekcjonistkę. Nadal we mnie siedzi, oj tak, widać to szczególnie po tym, jak nie raz nie umiem postawić kropki i ciągle piszę, piszę, piszę, przez co artykuł zamienia się właśnie w długi wywód, który odstrasza ilością znaków i też ilością samej wiedzy. Najważniejsze jednak jest to, by pracować nad sobą i właśnie być w tekście autentycznym. Ja również nie chcę być kolejną blogerką, która pisze, jak dobierać lakier pod kolor cieni do powiek, czy dawać suche porady copywriterskie – chcę być przede wszystkim sobą. Dlatego moje teksty zawsze odnoszę do swoich doświadczeń; piszę je, jak czuję natchnienie, przywołuję jakąś historię i własne doświadczenia, staram się też zaprezentować poprzez tekst właśnie siebie (najbardziej to widać w tekstach lifestylowych).

      Najważniejsze więc… odważyć się, wyjść do ludzi i pisać dla ludzi. Bo co z tego, że wysmarowało się piękny tekst, który łechce ego, jak nikt go nawet nie zechce czytać? 🙂 Jestem ciekawa Twojego bloga, w sumie Cię już nawet zinwigilowałam. 🙂 Widzę konkretne podejście do tematu oraz do czytelników. Podoba mi się. 🙂